CHYBA BĘDĘ ZA DŻENDEREM

„Dziewczynki nie mogą lubić niebieskiego  i bawić się samochodami” – oświadczył mój Syn po dwóch tygodniach spędzonych w przedszkolu. I dzięki temu od sześciu miesięcy edukuję moje dzieci w zakresie prywatnej ideologii kato-feministki.

Dawno temu, kiedy po Ziemi nie chodził jeszcze żaden mój potomek, pewna młoda kobieta opowiadała mi o traumatycznym przeżyciu swojego męża. Było ono spowodowane pragnieniem ich niespełna trzyletniego synka, który latem zamarzył o wózku dla lalek. Takim różowym, jaki miały dziewczynki wypoczywające w tym samym ośrodku co oni. Mama nie widziała w tym nic złego, tacie na samą myśl ubywało testosteronu. Wreszcie namówiła go na kupno nieszczęsnej zabawki. W hali wielkiego sklepu ojciec dwa raz zgubił wózek, zanim dotarli do kasy. Kilka godzin później zjawili się jak zwykle na obiedzie serwowanym w sali restauracyjnej ich hotelu. Mały dumnie prowadził nowy nabytek. Jakieś starsze małżeństwo, które widywali w poprzednich dniach, kulturalnie zagaiło o płeć dziecka. Wcześniej jakoś z góry założyli, że to chłopiec.

Przedszkolny seksizm

Jak już wspomniałam, dość szybko dowiedziałam się od mojego Syna, że jego siostra nie może lubić niebieskiego, bo to kolor dla chłopaków. Nie powinna też zajmować się autami, bo dziewczynki bawią się lalkami. I lubią różowy. Serio! Dobrze, że nic wtedy nie jadłam, bo nie miałby kto później założyć tego bloga.

Następną rewelacją, było jego spostrzeżenie podczas załatwiania spraw na mieście. Gdy przechodziliśmy obok sklepu z narzędziami i częściami samochodowymi, moje 4,5-letnie dziecko płci męskiej poinformowało mnie, że gdybym coś potrzebowała stamtąd, to on z tatą kupiliby to dla mnie. Bo ja nie mogę robić zakupów tym sklepie. On jest tylko dla chłopaków. Wdałam się wówczas w poważną dyskusję na temat wolności wyboru zainteresowań, wspominając także o odważnych paniach z przeszłości, które walczyły o to, by każda kobieta mogła robić to, co chce i lubi. I gdyby mamusia miała życzenie, to by sobie osobiście jakieś błyszczące kółko zębate kupiła. Ale nie ma. Bo mama robi to, co ją interesuje, a akurat kółka zębate ma w głębokim poważaniu.

Ostatnio Syn wyznał mi miłość. A w ramach wyznania napomknął, że chłopaki nie mogą się kochać. W drodze wyjątku może kochać tatę. Wierzcie lub nie, ale jemu naprawdę chodziło tylko o miłość duchową. Proszę sobie nie dorabiać ideologii. „No coś ty! A przyjaciele nie mogą się kochać?” – wyrzuciłam z siebie wstrząśnięta. „Nie mogą”.

Kato-feminizm na domowy użytek

I tak zrodziło się kilka paradygmatów mojego kato-feminizmu. Jego struktura jest rozwojowa, nie wykluczone więc, że na sześciu punktach się nie skończy. Tymczasem:

  1. dziewczynki i chłopcy mogą lubić, ubierać i rysować dowolne kolory;
  2. dziewczynki i chłopców mogą interesować te same rzeczy i sprawy;
  3. w pewnych kwestiach lepiej orientuje się tata, w innych za to mama. Bo interesujemy się różnymi rzeczami;
  4. dziewczynka może zostać mechanikiem samochodowym;
  5. to, że mama nie lubi samochodu bez wspomagania kierownicy nie znaczy, że jest mniej inteligentna od taty;
  6. chłopcy rzeczywiście na ogół nie malują sobie paznokci. Ale gdyby chcieli, to mogą spróbować.

Mój syn obserwując mój manicure prosi czasem, by jemu także polakierować paznokcie. Ale od czasu przedszkola, nie życzy sobie kolorów dla dziewczynek. Czerwienie i róże zdecydowanie odpadają. Dobrze, że mam też niebieski i grafitowy lakier. Ach, taka jestem dżenderowo poprawna!

Ps. Moja Córka naprawdę najbardziej lubi różowy. Gdybym nie trzymała się swoich zasad to powiedziałabym, że niestety.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s