Smsowy wentyl (nie)bezpieczeństwa

Pamiętam, jakby to było dziś. Choć dziś to się już raczej nie zdarza. Nie powinno. Przynajmniej nie z niewłaściwym facetem.

Ręka w górę, kto w latach swej młodzieńczej świetności (no chyba, że to właśnie teraz), w chwilach kompletnego rozluźnienia imprezowo- pubowego wyciągał telefon zza pazuchy i nie wahał się go użyć? Ja to pamiętam. Należy wspomnieć, że były to czasy, gdy na spotkaniu towarzyskim obok szklanek z piwem były tylko dłonie ich właścicieli. A nie przegląd najnowszych modeli smartfonów, bo „a nuż ktoś zalajkował na fejsbuku?”. Albo „mam taki wyczesany telefon, ale nie wiem jak inaczej miałbym się nim pochwalić”. Choć muszę przyznać, że ostatnio nawet ja zaczęłam wyciągać komórkę na blat. Mimo radosnego odzyskiwania życia towarzyskiego, nie mogę tracić kontaktu z bazą. Jeszcze mógłby im się skończyć świat beze mnie i co wtedy?

Ale wracając do meritum. Trafiłam niedawno na taki oto obrazek:

I obudziły się demony przeszłości.

Nie wiem, jak to jest z facetami, ale z kobietami tak właśnie bywa. Bywało? Wystarczyło lekkie znieczulenie, popłynięcie z falą kobiecych rozmów o mężczyznach i… koniecznie trzeba było zadzwonić.  Natychmiast. Albo jeszcze lepiej- wysłać smsa. Żeby mu powiedzieć właśnie teraz coś bardzo ważnego, zapytać czy kocha albo przyznać się, że ja owszem, dać znać, że tu i teraz ma się na myśli tylko jego. Oczywiście to ocenzurowany lajcik, bowiem treść smsów-  wiem z własnych i cudzych doświadczeń- bywała często znacznie bardziej pogłębiona, z takim drugim, a nawet trzecim dnem. Karkołomne konstrukcje podtekstów. Właśnie te wiadomości były najfajniejsze, bo każde słowo mogło być z pietyzmem dobrane, namaszczone i wysłane z misją specjalną. I zawsze ta zuchwała pewność, że odbiorca:

  • zrozumie dokładnie o co Ci, dziewczyno, chodziło, bo przecież umie czytać wszystkie te kobiece dwuznaczności;
  • jest w obecnej chwili w takim samym nastroju jak Ty, więc jasne będzie dla niego, skąd nagle takie wynurzenia;
  • doceni gest i zacznie myśleć tylko o Tobie, nie mogąc skupić się na czymkolwiek innym;
  • nie pokarze smsa kolegom, którzy z pewnością okażą podziw dla kreatywności (to może lepiej, żeby jednak pokazał, niech podziwiają taką fajną dziewczynę).

Co gorsza, o ile dobrze pamiętam, w takim znieczulonym stanie często na myśl przychodził nie ten facet, co trzeba. SMSy nie koniecznie trafiały do tych sympatycznych i przyzwoitych gości, którzy dawali cień szansy, że chociaż totalnie nie rozumieją o co jej chodzi, to docenią gest pijanej szczerości. Bo to jest chyba tak, że kobieta na rauszu jest jak w fazie płodnej. Znacie tę popartą wszelkimi dowodami teorię o dobieraniu partnera w zależności od fazy cyklu? W czasie płodnym ludzka samica (bez urazy!) poszukuje dobrych genów. Silnych i zapewniających przetrwanie gatunku. Natomiast w fazie bezpłodnej szuka samca- opiekuna, który umożliwi bezpieczny wychów młodych. Nawiasem mówiąc, jakież kolosalne konsekwencje miałaby ta zasada, gdyby nie zdrowy rozsądek! Czasem jednak wyłącza się go na chwilę. I wtedy klops. To znaczy teraz bardziej niż kiedyś. Kiedy ja miałam okazję wysyłać takie wiadomości (choć nie było to dawno temu) to nikt nie wrzucał ich do Internetu. Jeśli się skompromitowałam, to w wąskim gronie. Dzisiejsze dziewczyny mają znacznie trudniejszą sytuację.

Ale żeby oddać sprawiedliwość: nie ważne czy z właściwym czy niewłaściwym facetem, bywały wymiany smsów, które jeszcze dziś powodują przyspieszony rytm serca. Albo rumieniec. Są nawet takie, które przetrwały gdzieś w czeluściach pamiętników na wieki wieków amen. Prawda, kobiety? (tu twierdząco kiwam głową z widowni)

Słuchaj uważnie, słów pijanego, bo to są myśli trzeźwego. Taką sobie wskazówkę ukułam. Może wyjaskrawione, trochę wyolbrzymione, ale na pewno ulatniające się przez wentyl bezpieczeństwa- chciało się bardzo coś powiedzieć, ale nie było odwagi. A teraz jest. Podoba mi się myśl, że pozwalałam sobie na takie obniżanie ciśnienia. To moje żywe dowody na to, że kiedyś miało się mniej lat i dzieci, więcej możliwości i fantazji. I dobrze, każdy etap w życiu ma swoje smsy. Fatalnie byłoby czuć, że zapomniało się wysłać je o właściwym czasie.

Al halo, nie traćmy ducha! No i co, że w związku, może nawet małżeńskim. Nadal, choć pewnie w praktyce rzadziej, można się wysilić i posłać rumianego smsa. Fantazja rzecz nabyta, można ją odzyskać. Byle nie pomylić adresata.

 

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Smsowy wentyl (nie)bezpieczeństwa

  1. No i się zarumieniłam 🙂 Przywiodłaś mi na myśl te wszystkie niezbyt trzeźwe smsy, których głębia sięgała niekiedy trzewi… A potem czas się ściemniało, że to ktoś inny podstępnie komórkę zabrał i napisał 🙂 Młodo było… Wcale nie beztrosko, ale dzisiaj, z perspektywy czasu tak się wydaje… (a smsy mam wszystkie – z wyjątkiem jednego telefonu, który mi skradziono dawno temu. Resztę trzymam, skopiowaną. Nastolatki potrafią w swojej niewinności [to nie były przecież czasy gry w słoneczko] pisać tak lubieżnie…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s