Nie sypiam z dziećmi

To nie wyznanie z klubu anonimowych pederastów na ostatnim etapie terapii. To wyznanie skruszonej matki, która słyszy w głowie głosy. To porachunki z Matką Doskonałą.

Mam ją w głowie, tę Matkę Doskonałą, która nieustannie mnie o coś obwinia. To znaczy obwinia mnie oczywiście o bycie niedoskonałą (czegóż innego mogłaby się czepiać?)  specjalnie w macierzyńskiej strefie życia. Mało tego, tam słyszę jeszcze więcej głosów należących do takich postaci, jak np. Kobieta Ideał, Żona Jak Żadna albo Autor Światowych Bestsellerów. W zasadzie każden jeden -jak mawiała moja babcia – nadaje się na analizę i co najmniej 1800 znaków (zapisana A4). Kto wie, jak zasłużą, to dostaną. Ale nie o tym, nie o tym, nie o tym…

Matka Doskonała uprawia co-sleeping. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że chodzi dokładnie o współspanie – z dzieckiem. Własnym. Tym słodko wtulonym w matczyne objęcia maleństwem, którego miarowy oddech jest łagodną kołysanką, przynoszącą same krzepiące sny dorosłej głowie, z włosami rozsypanymi na białej poduszce. Partner Matki Doskonałej ma trochę żal, że tuli ona dziecię tak zachłannie. On też chciałby przygarnąć maluszka i spać z nosem zanurzonym w jego/ jej złocistej czuprynie, pachnącej całodniowym potem (w tygodniu) lub szamponem rumiankowym (niedzielą).

Matka Doskonała wie, że co-sleeping jest nie tylko z pożytkiem dla całej rodziny,bo przecież nic tak nie dodaje sił, jak poranne przebudzenie z małą piętą na twarzy (to takie słodkie!). Ona zna wyniki najnowszych badań, które jasną potwierdzają to, o czym ona instynktownie wiedziała już wcześniej, o co – w porozumieniu ze swoim najgłębszym matczynym jestestwem – zadbała z wrodzonym sobie wyczuciem. Wspólne spanie jest absolutnym zabezpieczeniem psychicznej równowagi dziecka i gwarantem jego zrównoważonego rozwoju emocjonalnego. Jest też przed czasem spełnieniem obietnicy harmonijnej i pogłębionej relacji między rodzicem a dzieckiem, między ludzką wilczycą a jej małym dzikim wilczkiem.

No więc nie jestem Matką Doskonałą i dziś postanowiłam się z tym pogodzić. W dodatku bezczelnie będę twierdzić, że mam rację. No dobrze, trochę racji. Odrobinę? Cholera, już słyszę Głosy…

5 Super ważnych powodów, dla których nie sypiam z dzieckiem:

  1. być może moje dzieci, jako jedyne na świecie, instynktownie wyczuwają, że tylko w poprzek naszego łóżka śpi się najwygodniej. Ale ja nie lajkuję zabawnych zdjęć na FB, na których to rodzice plus dziecko śpią w dziwacznej konstelacji rąk i nóg. To mnie nie bawi. To mój czarny sen. Pięta w żebrze to zły dotyk. Boli do samego wieczora dnia następnego;
  2. kołdry jest zawsze za mało. Oczywiście nie położysz dziecka z brzegu, bo może spaść. Leży więc pomiędzy rodzicami, ale jest mu za gorąco, więc śpi na pościeli. Z której, do jasnej cholery, nikt nie może skorzystać! Ja mam gołe plecy, ojciec ma gołe plecy, a dzieciak się studzi na NASZEJ kołdrze. Noż kurde…
  3. mam czujny sen. Nie słyszę mężowskiego budzika, ale westchnięcie dziecka już tak. Pomruk. Cośtamczegoniktinnyjakośniesłyszy. Podobno sen człowieka można podzielić na fazy: płytką i głęboką. Ja w takich sytuacjach też mam dwie: płytką i płytszą. Brodzik i kałużę. W kałuży możesz się ochlapać, ale nikt nie wciśnie mi kitu o odprężającej w niej gorącej kąpieli;
  4. posiadam na koncie traumatyczne doświadczenie, kiedy to jako młoda matka wzięłam niemowlę rano do łóżka. Mąż już wybył, trochę sobie dośpię -pomyślałam- a jak będzie chciało jeść, no to wiadomo. Piżama na guziki, co nie? Zasnęłam. I obudziłam się w chwili, w której przeturliwałam się właśnie na dziecię. Co prawda nie groziło mu zaduszenie wielkimi piersiami (to tylko legenda miejska, że ktoś tak zginął, prawda?) ale mój ciężar pewnie zrobiłby swoje;
  5. nie żyję w białym małżeństwie. Tyle w temacie. Obecność dziecka to nie afrodyzjak, lecz widzialny wynik jego ewentualnego zastosowania. Kropka.

Matko Doskonała, naprawdę szczerze Ci zazdroszczę i mówię to bez przekory. Że Tobie dobrze z tym dzieckiem noc w noc, że Mąż też nie ma nic przeciwko. Ale daj mi żyć z moją egoistyczną potrzebą samodzielnych 6 godzin snu na dobę. I tak wstaję do dzieciaków w nocy, bo siku, kaszel, „mamo przykryć” albo na wszelki wypadek. Może nawet nie robię młodym zbyt dużej krzywdy. Może wystarczy, że będę je tulić za dnia? Mocno trzymam za to kciuki.

Matka Zwykła

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Nie sypiam z dziećmi

  1. Z perspektywy doświadczeń moich rodziców wynikających z hodowli mojej osoby, a także naszych wspólnych związanych z moją o 14 lat młodszą siostrą, wynika jedno stwierdzenie – milutko jest mamusi/siostrzyczce przytulać dzidziusia w nocy… Ale jak się przyzwyczai to kanał – męczarnia niezrozumiała i dla dziecka (bo mu się coś odbiera) i dla rodzica, bo patrzy na cierpienie ukochanej istoty. Wspólne spanie ma być ekstra wyjątkowe, a nie powszednie. Wszystko jest dla ludzi tylko trzeba umieć z tego korzystać. A w interesie dziecka jest spać samemu – bezstresowo, w poczuciu bezpieczeństwa i komfortowej pewności, że mama jest za ścianą…
    Piękna teoria – ale chyba warto dążyć do jej urzeczywistnienia.

    Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s