Wszystkie nasze czasy

Nie wywoływałam duchów, a jednak mnie otaczają. Mam nadzieję.

– No dobrze, córka, czas do mycia. Idziemy na górę – poganiam ją czekając na schodach. Na dole światła już pogaszone ale ona nie chce współpracować. Trochę się irytuję. – No chodź!

I wtedy mała dwulatka podchodzi do mnie. Odwraca się jednak na chwilę ku ciemności pokoju i mówi jeszcze kilka zdań w sobie tylko (?) znanym języku. „Pa pa!”- dorzuca na koniec i macha pustce na do widzenia. Przełykam głośno ślinę i czuję, jak na chwilę odpływa mi krew z twarzy. A potem wraca. No tak, zapomniałam, że nie mieszkamy w naszym domu sami.

Od zawsze chciałam mieć u siebie takie miejsce, które będę mogła zapełnić fotografiami. Naszych przodków, naszej przeszłości, naszych śladów na piasku czasu. Udało się wygospodarować odpowiednią ścianę. Co jakiś czas przybywa nowa ramka z zaklętą w obrazek chwilą. Myślałam, że miejsca mam dość, a tymczasem okazuje się, że jesteś bardziej sentymentalna niż sądziłam.

Wielu Indian wierzyło, że robiąc im zdjęcia, kradnie się ich dusze. Chyba jest we mnie coś z Indianki. Bo ja mam nadzieję, że umieszczając na tej specjalnej ścianie zdjęcie osoby, której już nie ma na świecie, mimo wszystko w jakiś sposób zapraszam ją do naszego domu. Dziadka, który uchodził za oazę łagodności i wzór wyważonego mediatora. Babcię, która zawsze zamartwiała się bardziej, niż byliśmy w stanie to zrozumieć. Pod koniec życia właściwie przestała się uśmiechać. Ale jeśli już pojawiał się ten rzadki uśmiech, taki jak na moim zdjęciu, to nie dało się go nie odwzajemnić. Małżeństwo sąsiadów- świadków dzieciństwa mojego taty, mojego i jestem pewna, że także moich dzieci. Choć wtedy, gdy przywoziliśmy nowo narodzoną Dziedziczkę do ich mieszkania, oni byli już po drugiej stronie lustra.

To są nasi opiekunowie. Widzą i wiedzą więcej, niech więc zaopiekują się drzewem wyrastającym z ich korzeni.

Nie chcę pisać, że ja też pewnie zostanę kiedyś tylko niemym strażnikiem mieszkańców tego domu. Jeszcze chyba nie czas na takie roztkliwienia. Na razie ważna jest dla mnie ta niezwykła ciągłość. Ta wspólna nić, którą trzyma szereg rąk zanurzonych w trzech przestrzeniach czasu.

Codziennie schodząc po schodach z sypialni do kuchni, moje dzieci patrzą w oczy swojej przeszłości. Tej bardzo odległej i tej zupełnie bliskiej, choć i tak im nieznanej. To jest jedna z lekcji w moim prywatnym programie przygotowania do życia w rodzinie. Pradziadkowie, ciocie i wujkowie, mama i tata zanim jeszcze zaczęli wspólnie marzyć. Pytają, oswajają się. Ale też traktują jako oczywistość- tak, to jest właśnie Rodzina. Starzy i młodzi. Kiedyś młodsi, a dziś starsi. I istnieje coś takiego, co sprawia, że jesteśmy wszyscy połączeni.

To jest też lekcja dla mnie. Jestem, bo wielu ludzi przede mną podejmowało określone, czasem zupełnie codzienne, decyzje. Pewnie nie skupiali się wówczas na tym, że ich konsekwencją będą kolejne ludzkie istnienia. Zupełnie jak ja teraz. A przecież przede mną stoją nie tylko moje dzieci, lecz także szereg następnych istot. Wielu z nich nigdy nie poznam. Mimo to już jestem ich przeszłością! Od czasu do czasu zachwycam się tym odkryciem. Upewniam się wówczas, że między palcami wciąż wyczuwam tę cienką nić. I wychylam z szeregu, by uśmiechnąć się do tych, co po mnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s