Czujesz to?

Kobieta w depresji podpaliła siebie i dziecko. Komentarz: „No właśnie, ja widziałam to w telewizji. Piętróweczka ładna, okna wymienione. Ja nie wiem, co jej nie pasowało!”

Autentyk z zeszłego roku. Spotkanie rodzinne. Naraz dyskusja schodzi na świeże wydarzenie, które wstrząsnęło opinią publiczną. Matka podpaliła się razem z dzieckiem. Prawdopodobną przyczyną była depresja. Komentarz trzydziestoletniej kobiety, mamy dwojga dzieci, można przeczytać w leadzie. „No właśnie, ja widziałam to w telewizji. Piętróweczka ładna, okna wymienione. Ja nie wiem, co jej nie pasowało!”.

Nie, to nie byłam ja, mimo zbieżności wieku i produktywności macicy. Ja w tym czasie zbierałam szczękę ze stołu, by potem udać się na stronę i trzęsącymi się jeszcze dłońmi zapisać te głębokie przemyślenia znad bigosu.Gdybym tego nie zrobiła od razu, nie uwierzyłabym sobie później, próbując odtworzyć z pamięci tę fachową opinię.

Uprasza się obywateli o minimum empatii. To nie boli. Albo boli tylko czasami.

Ktoś kiedyś próbował mi wmówić, że są tzw. empaci. To miałyby być osoby obdarzone ponadprzeciętną empatią, a więc zdolnością współodczuwania. Jako szczególny taki przypadek miałam podaną osobę X- tak bardzo empatyczną, że aż niezdolną do uśmiechu, żeby nie mówić o tzw. czerpaniu radości z życia. Śpieszę donieść, niestety bardzo już po czasie, że empatią jest wczucie się w cudze stany psychiczne, negatywne i POZYTYWNE. I polega na współodczuwaniu tychże.  Czy to nie fantastyczna umiejętność? Poza własnymi przyjemnymi odczuciami, można ponapawać się cudzą radością! Czym więc było bezgraniczne zdołowanie, przejawiane przez osobę X w kontakcie z resztą świata? Nie wiem, ale chyba nie ponadprzeciętną empatią. Może tak naprawdę widziała duchy zmarłych przodków napotkanych ludzi? Albo miała wgląd w ich mało bajeczną przyszłość?

Empatia w gruncie rzeczy nie jest niczym wyjątkowym. To wrodzona umiejętność, którą można albo w sobie pielęgnować i rozwijać (np. dla dobra ludzkości) lub uśmiercić ograniczonym rozumem  (patrz przykład z pierwszego akapitu), tudzież przekonaniem o własnej, jedynej słusznej, perspektywie.

No właśnie. Empatia wymaga niestety wzięcia siebie w nawias i skupienia uwagi przez chwilę na kimś innym. Nie da się chyba całkowicie zrezygnować z soczewki własnych doświadczeń, pragnień, zranień, przez którą przyglądamy się otoczeniu.Taka karma. Mimo wszystko da się wskoczyć na chwilę w cudze buty i z tej perspektywy zobaczyć świat. Uwaga: uczciwie wykonany skok może nieść ryzyko urazu, zderzenia z czymś, na co nie mieliśmy ochoty. Czasem jednak trzeba.

Przerwa na reklamę (społeczną)

Po narodzinach mojego pierwszego dziecka okazało się, że mam wielki problem z przerwami na reklamę. Akcje społeczne wywoływały u mnie łzy, jeśli nie najprawdziwszy szloch. Początkowo myślałam, że to poporodowy koktajl hormonalny uderzył mi do głowy. Z czasem jednak okazało się, że jedyne, nad czym mogę u siebie popracować w tej materii, to pohamowanie łez. Po prostu nagle okazało się, że to ja mogę mieć to dziecko wymagające leczenia, albo rozjechane przez kierowcę- idiotę. Optyka się zmienia. Ostatnią informacją na temat cierpienia dziecka, jaką zafundowałam sobie w Internecie, była relacja z próby wezwania pogotowia do gorączkującej dziewczynki. Pomoc nie dotarła na własne życzenie, dziecko zmarło. W wieku mojej córki. Stałam ze szczotą do podłogi na środku kuchni i płakałam póki nie zabrakło mi łez. Od tamtej pory nie czytam takich niusów, jeśli akurat trafią się na FB. Wystarczą mi nagłówki. Współodczuwam z dbałością o własne zdrowie psychiczne. Mam jednak postanowienie- jeśli kiedyś minę wstrząsający nagłówek obojętnie, wtedy przeczytam tekst od deski do deski. Właśnie dla zdrowia psychicznego.

Nie jestem samotną wyspą. Nikt nie jest, choćby nie wiem jak bardzo tego chciał. Naukowcy udowodnili, że noworodki przebywające w jednej sali płaczą zbiorowo, gdy jedno z nich zaczyna rozpaczać. Jest im sucho, są najedzone, dopieszczone, a mimo wszystko wyją na potęgę- bo jedno z nich płacze. A wyczuwanie nastrojów? No błagam, na pewno widzieliście ten filmik (oczywiście płakałam):

Albo ten, gdy dziecko reaguje na emocje i zainteresowanie lub jego brak ze strony matki (mam poczucie lekkiego znęcania się nad młodocianym, ale ono zapomni a nam solidnie wbije się w pamięć i wyobraźnię):

Uff…

Bez okularów jestem jak dziecko we mgle. Dosłownie. Czasem jednak, zwłaszcza wiosną, zdejmuję okulary, by spojrzeć np. na drzewa. Zacierające się kontury uwypuklają plamy zieleni rozświetlane przez połyskliwe, słoneczne refleksy. Bez okularów jestem bezbronna ale widzę świat z innej perspektywy, co czyni mnie bogatszą o nowe doznania, spostrzeżenia, skojarzenia. W dodatku wymaga chwili zatrzymania się, uważnego przyjrzenia. Zdejmij na chwilę te cholerne wszystkowidzące soczewki i spójrz na świat innymi oczami. CUDZYMI oczami. Czasem zaboli, czasem poczujesz radość, która bez tego nigdy nie byłaby twoim udziałem. A czasem pomyślisz po prostu: aha, to tutaj mam to moje wszechmogące serce. Jest. Ufff.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s