Kultura- nomenklatura

Czy jestem starą sztywniarą? Wiem, że to modnie być nonszalanckim, wyluzowanym i na „ty” z resztą świata. Sama nie znoszę zadęcia i protekcjonalności. Nie mam jednak nic przeciwko tytułowaniu, wynikającemu z rzeczywistych relacji międzyludzkich.

Przecież się nie znamy

Knajpa z klimatem, ten typ, gdzie nic do siebie nie pasuje i właśnie dlatego jakoś wszystko współgra. Sporo hipsterskich, jak na moje niewprawne oko, gości. Niezła okazja do zaktualizowania danych- co niemodnego należy na siebie włożyć, aby być trendy. Wyjątkowo ja i koleżanki nie zawyżamy zbyt wyraźnie średniej wieku. Przywykłam już, że lejtmotiwem moich nieczęstych wizyt w pubach (wciąż używa się tej nazwy, prawda?) jest refleksja w stylu: „o mój Boże, ale jestem stara”. Tym razem nie było tak źle. Ale…

– Gdzie siedzisz? – dziewczyna z drugiej strony kontuaru spojrzała wyczekująco, gdy zamówiłam grzane piwo. Dyskretnie rozejrzałam się, czy to do mnie. Przecież się nie znamy. A potem z nonszalancją wskazałam stolik. „Pewnie mają taki językowy dress code”, pomyślałam mimo woli.

Wszystkie złapałyśmy się  na tym, że dla nas wcale nie było oczywiste to „ty” barmanki. Pracujemy w takich miejscach, gdzie pan/ pani obowiązuje nawet w stosunku do osób w naszym wieku (aż tak stare nie jesteśmy) oraz młodszych od nas. I to nie jest dramat. Kiedy są sprzyjające okoliczności i nić porozumienia, przechodzimy na koleżeńską stopę. Ale zawsze dzieje się to z jakimś wstępem, za obopólną zgodą. A nawet z uszanowaniem zasady, że to ta starsza lub wyższa rangą strona wychodzi z propozycją porzucenia oficjalnego tonu.

Życiowa rola

Na ogół razem z mężem, tudzież żoną, nabywasz dodatkowy komplet rodziców. Znam przypadek mężczyzny, który po ślubie rozgrzewał się ze dwa miesiące, zanim powiedział „mamo” do teściowej. Nie było to wbrew jego ideologii życiowej, nie gwałciło jego rodzinnych wspomnień etc. Po prostu ciężko było jakoś się przełamać. Dwa miesiące kombinowania przy każdym zdaniu, żeby się udało jakoś bezosobowo, jakoś monosylabą, jakoś – takoś. Znam przypadek teścia, który zaproponował, że jak już się wnuczęta narodzą, to nieco skrępowana synowa może mówić do niego „dziadku”. Abstrahując od patologicznych relacji między teściami a nowożeńcami, nie mam za złe tradycji zwracania się per „mamo” i „tato” do rodziców męża/ żony. Gdy sprawa zamienia się w nawyk, okazuje się często, że to niezły sposób na zmniejszenie dystansu, zacieśnienie rodzinnych więzów. To w sumie dość wymowny symbol- skoro od tej pory jesteśmy „jednym ciałem”, to trochę tak, jakbyśmy mieli jednych rodziców. Tyle, że w dwupaku.

„Moja mama jest moją najlepszą przyjaciółką”. Która matka nie chciałaby tego o sobie usłyszeć? Analogicznie rzecz bywa, choć rzadziej, z ojcem. Za taką refleksję niektórzy z nich gotowi są osierocić własne dzieci. Bo czym innym jest bycie dla dziecka bardziej kumpelką niż mamą? Czy nie pozbawianiem go wyjątkowości relacji rodzic- dziecko? Ono będzie miało, tego życzę!, masę przyjaciół w życiu. Mamę i tatę, tych najważniejszych- tylko jednych. Tylko raz. Ktoś powiedział, że rodzice rezygnujący z nazywania ich mamą i tatą na rzecz nowoczesnych i wyluzowanych relacji z dzieciakami, pozbawiają się całej armii stojących za nimi ojców i matek. I nie ma tu mowy o autorytarnej władzy rodzicielskiej albo Mirze opartym wyłącznie o nazewnictwo. Gra toczy się o wyjątkowość całego potencjału stojącego za przejrzystymi rodzicielskimi relacjami. O całe ciepło, miłość, bezpieczeństwo, stabilność, akceptację prawidłowo kojarzone z tymi rolami społecznymi. I ucieleśniającymi je imionami Mamy i Taty.

No to brudzia!

Anglicy i Amerykanie mają dla wszystkich swoje „you”, co w uszach Polaka chyba zawsze kojarzyć się będzie z poufałym „ty”. Niemcy za to zastrzegli sobie specjalny zwrot i osobną odmianę czasowników dla oficjalnej formy zwracania się do np. nieznanej osoby. Ani jednym, ani drugim nic nie ubywa, gdy stosują się do swoich norm kulturowo- językowych. Ja też nie czułam się źle- ani w tamtej knajpie, ani w pracy. „Pani” mnie nie postarza (już nie) a „mama” daje +10 do mocy. Jeśli się nie znamy, ja i Ty, to możemy umówić się, że jesteśmy ze sobą po imieniu. Może kiedyś będzie okazja do wypicia bruderszaftu?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s