Bajka o Niezwykłej Zupie

Był sobie kiedyś pewien Poszukiwacz Przypraw. Rzadko bywał w domu, ponieważ wciąż gdzieś podróżował. Odwiedzał najodleglejsze zakątki świata, o których mało komu się śniło. Nie jechał tam po to, by robić oryginalne zdjęcia, poznawać zwyczaje tubylców, pisać książki o podróżach. Jego misją było smakowanie, doświadczanie świata za pomocą języka. Poszukiwał tylko wyjątkowych smaków, ukrytych w roślinach, proszkach, wywarach. Takich, które mógłby przywieźć ze sobą do cywilizowanego świata.

Pewnego razu Poszukiwacz przemierzał właśnie tropikalną dżunglę, gdy pośród gęstwiny natrafił na małą wioskę ukrytą w jej sercu. Mieszkańcy przyjęli go ciepło, zwłaszcza, że potrafił posługiwać się dialektem podobnym do ich własnego. Mógł więc jako tako porozumiewać się z nimi, a czego nie wypowiedziały słowa, to pokazały gesty. Poszukiwacz był już mocno wyczerpany przedzieraniem się przez nieprzyjazne człowiekowi zarośla, zmęczony poprosił więc o coś do jedzenia. Kobiety z wioski podały mu zupę, która została im z ostatniego posiłku. Gdy tylko Poszukiwacz spróbował nieco wywaru, poczuł jak wracają mu siły i energia. Zaskoczony mieszał drewnianą łyżką w misie sądząc, że natrafi na jakieś nieznane sobie warzywo albo ślad innego składnika, który czynił zupę tak niezwykłą. Bowiem mimo całej swojej wiedzy i doświadczenia, nie potrafił sprecyzować z jakiego powodu to proste danie smakuje tak wyjątkowo.

– Co dajecie do tej zupy, kobieto? – spytał staruszkę oczyszczającą właśnie naczynia z resztek jedzenia.

– Wszystko, co tu widzisz – gestem wskazała rośliny znajdujące się na wielkim zielonym liściu rozłożonym na klepisku.

Widok egzotycznych korzeni i bulw, których smak Poszukiwacz doskonale znał z poprzednich wypraw, nie były dla niego satysfakcjonującą odpowiedzią. W tym musiało kryć się coś jeszcze.

– Czy mógłbym prosić o więcej? – spytał wskazując na pustą miskę.

– Oczywiście – kobieta wzruszyła ramionami  – jemy ją codziennie, więc wystarczy, że poczekasz do jutra.

Mężczyzna został więc na noc. Obserwował, jak mieszkańcy wykonują swe codzienne obowiązki, żegnają dzień cichym śpiewem i wreszcie zasypiają błogo w swych szałasach. Następnego dnia bardzo uważnie śledził wszystko, czym od samego rana zajmowały się kobiety. Był pewien, że dowie się wreszcie, co leży u źródła niezwykłego smaku zupy. Nie działo się jednak nic przykuwającego jego uwagę. Mieszkanki wioski doglądały swoich dzieci bawiących się swobodnie pomiędzy szałasami, a w razie ich płaczu otaczały je troską i całowały łzy spływające po policzkach. Zbierały warzywa te same, które widział poprzedniego dnia, i przygotowywały je do gotowania. Nic nadzwyczajnego, żadnych tajemniczych proszków lub nieznanych mikstur. W międzyczasie dużo rozmawiały, śmiały się, tuliły do siebie najmłodsze potomstwo. Na ile Poszukiwacz rozumiał ich język, mógł zorientować się, że tematy rozmów są zupełnie zwyczajne i dotyczą codziennych spraw, małych radości, czasem trosk, w których chętnie udzielały sobie porad.

Wreszcie obwieściły czas posiłku. Poszukiwacz już od dłuższej chwili niecierpliwie przestawał z nogi na nogę. Niemal pewien, że tym razem zupa nie będzie smakowała tak dobrze jak dzień wcześniej, prędko włożył do ust łyżkę świeżo podanej mu porcji. Jeden łyk wystarczył, by nie tylko poczuł się pełen nowych sił i energii do życia. Jego myśli oczyściły się, a ciało zrelaksowało.

– Jaka jest tajemnica? Co do tego dodajecie? – dopytywał się kobiet zajętych rozdawaniem mieszkańcom strawy. Te uśmiechały się do niego życzliwie nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

Poszukiwacz zapominając o dobrym wychowaniu zaczął szperać po ubogiej kuchni zaimprowizowanej na gołej ziemi. Niczego nie znajdując usiadł zrezygnowany na trawie i schował twarz w swych dłoniach. Wtedy usłyszał cichy śmiech. Podniósł oczy w poszukiwaniu jego źródła. Drobna staruszka siedziała wsparta o  belkę stanowiącą jedną z podpór liściastego zadaszenia niby-kuchni. To właśnie ją dzień wcześniej prosił o dokładkę. Patrzyła prosto w oczy podróżnika i chichotała niczym dziecko.

– Co cię tak rozśmieszyło, kobieto? – spytał smutno.

– Ty! – rzuciła mu pewne siebie spojrzenie, na którego dnie kryła się jednak życzliwość. – Chciałeś wiedzieć dlaczego ich zupa tak ci smakuje i niczego się nie dowiedziałeś, prawda?

– Znam smaki wszystkich roślin użytych przez nie do gotowania – westchnął – a jednak nie potrafię powiedzieć, co jest w tym wywarze. Właściwie to znam WSZYSTKIE smaki świata, a nie rozumiem tej prostej zupy!

– Młody człowieku, widocznie nie znasz smaku miłości – staruszka uśmiechnęła się z pobłażliwością.

– Miłości?

– Wszystko dokładnie obserwowałeś, prawda? Musiałeś zauważyć, jak często kobiety doprawiały naszą zupę.

Zaskoczony tą uwagą mężczyzna patrzył chwilę na swoją rozmówczynię, po czym z wolna rozejrzał się dookoła. Dzieci jadły siedząc na kolanach swoich matek, mężczyźni rozmawiali ze sobą posilając się ciepłą strawą. Wokół panowała atmosfera spokoju i przyjaźni. Przecież zauważyłby, gdyby ktoś dosypywał czegoś przy gotowaniu. I o co chodzi z tą miłością? Chciał zapytać o nią staruszkę, lecz tej już nie było przy palu. Ani nigdzie w okolicy. Czy naprawdę przegapiłby moment, w którym dodano do zupy… miłość?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s