Widok z okna a stan umysłu

Mieszkałam w różnych miejscach. Centra dużych miast, osiedla na uboczu, stara kamienica, własny dom w polu. Metry kwadratowe, udogodnienia, sąsiedztwo. Wszystko to ważne. Ale nawet możliwość natknięcia się na ludzką kupę na klatce schodowej (a i owszem!) nie miało takiego znaczenia, jak każdy z moich 9 widoków z okna.

Mój Mąż twierdzi, że gdybyśmy (nie daj Boże!) jeszcze raz zamierzali zbudować dom, to z pewnością nie miałby on piętra. Za każdym razem przypominam mu, że z obecną żoną nie byłoby na to szans. Piętro to widok z góry, choćby było tylko na wysokości czterech metrów. Piętro ma znaczenie. Najdobitniej przekonałam się o tym na samej górze wieżowca. Wielka płyta, dworzec kolejowy w sąsiedztwie. Szału nie ma, ale gdy wyjrzałam przez okno, moje spojrzenie szczęśliwie zatrzymywało się dopiero na horyzoncie. Dla młodej matki, której jednostką wszelkiej miary jest odległość pomiędzy dzieckiem a cyckiem, był to komfort porównywalny z wizytą u terapeuty. Tak, mam przed sobą perspektywę, istnieje świat pełen ludzi, którym nie muszę wycierać pupy nawilżanymi chusteczkami. Jeszcze trochę i tam wrócę. Bo to po prostu WIDZĘ.

Wychowałam się w towarzystwie okien wychodzących na park. Niby środek miasta, a jednak drzewa, ptaki, a w końcu nawet staw. Jako rozchwiana emocjonalnie nastolatka potrzebowałam miejsca, w którym można sobie popłakać i powzdychać. Nawet będąc już na studiach szukałam czasem takiego azylu i nie mi mów, że Tobie się to nie zdarzyło. Znalazłam go za firanką. Wysiadywałam tam długie godziny, które do dziś odbijają się na mnie lekkim niedosłuchem w skutek muzyki rozkręconej w słuchawkach na pełen regulator. Zimą dodatkową atrakcją był parapet podgrzewany od spodu żeliwnym kaloryferem. Dorzucić do tego widok na zachód słońca i będzie zgrabny obrazek na fototapetę. Ale tak właśnie było.

W Krakowie było po krakowsku. Kamienica prawie nad Wisłą- nie widziałam jej z pokoju, ale czułam całą sobą. Po drugiej stronie Wawel. To dlatego  ta kupa na klatce co jakiś czas nie była aż takim dramatem. I znów zachody słońca prosto w twarz, znikające za placem, przy którym mieszkali ci, co zawsze poczęstują mnie kawą. Potem krakowska Nowa Huta, ale ta jej zielona część, z parkiem przy klatce i polami kilka bloków dalej. Cisza, spokój, topole i balkon z własną bazylią.

Mój warszawski etap rozpoczęłam od ciasnej klitki pięć pieter nad Grójecką. Kto nie widział niech wyobrazi sobie tor wyścigowy dla cholernie głośnych nocą motocyklistów, którym za dnia nieprzerwanie toczą się tramwajowe dżdżownice i koła wszelkich rozmiarów. Dorzucić trzeba gęstą chmurę gniewu wiszącą nad wiecznie gdzieś spóźnionymi kierowcami. Naprzeciwko moich okien (a właściwie jedynego, jakie posiadała ta dziupla) miałam lustrzane odbicie wieżowca, w którym mieszkałam. Rzędy klatek dla ludzi. Bynajmniej nie złotych. Dookoła takie same klatki, tylko pod innymi adresami. To się po prostu nie mogło udać. Warszawski sen trafił szlag. Nie uratowało go nawet małe strzeżone osiedle, którego także doświadczyłam. Przybyłam, urodziłam i pokazałam palec.

Teraz mam własne okna. Gdzie się nie obrócę- pola. Niby ważna trasa wojewódzka przebiega 60 metrów od domu, ale kiedy trzeba to najdłuższe 60 metrów jakie widziałeś. Kiedy piszę ten tekst, gapię się co jakiś czas na brązowe pasmo lasu widniejące jakieś dwa kilometry w linii prostej od okna przy biurku. Ta linia przebiega przez brunatne i zielone (wzeszło ozime zboże a śniegu brak) pasma. I widzę, że to najszerzej otwarte okno w moim życiu.

A teraz, drogi Czytelniku, wyjrzyj przez swoje okno. I powiedz mi, że to co widzisz za nim codziennie, nie ma większego znaczenia.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Widok z okna a stan umysłu

  1. No to ja…jako drogi czytelnik odpowiadam na Twoje pytanie. Za oknem widzę nawet teraz odnowioną kamienicę, jakiegoś typa z piwem w bramie, pana palącego papierosa na drugim piętrze w tej odnowionej kamienicy i non stop przejeżdżające samochody. Nic do pozazdroszczenia 🙂 Zazdroszczę Ci tego wspaniałego klimatu (ale tak serdecznie bez zawiści), pola, las, cisza i spokój… 🙂

  2. Choć nasze mieszkanie ma tylko 50m to do tej pory nigdy nie czułam, że jest mi w nim ciasno. Może dlatego, że kiedy siedzę na kanapie znikają ściany, a zostaje przestrzeń… Wiem, że mogę latać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s