PART 6

Jak różnie można postrzegać upływ czasu. Minęło przecież tylko kilka sekund, a Lusi wydawało się, że znacznie więcej. Wstrzymała oddech nie wiedząc, czego się spodziewać.

– Cześć, moja nag… a to co? – podniesiony męski głos wyrażał najwyższe zdumienie.- Co jest u licha?

Lusia obserwowała krępego mężczyznę w uniformie, który stanął jak wryty wpół drogi do dwóch manekinów. Po chwili podniósł do ust krótkofalówkę zawracając ku wyjściu.

– Ty, Marek, jaja sobie ze mnie robisz? – rozglądał się, jakby kogoś szukał.

O co  chodzi? – niewyraźny głos pełen był elektronicznych skrzypnięć.

– Bardzo śmieszne z tymi manekinami, tylko teraz będziesz musiał to poprzestawiać.

Co ty gadasz, Zdzichu? Jakie manekiny?

– Jakie manekiny?! Nie rób ze mnie idioty, Marek, za młody jesteś, żeby ze mnie kpić!- zirytowany rzucił manekinom wrogie spojrzenie.

Słuchaj, ja jestem teraz w kiblu i nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Ogarnij się chłopie, bo ostatnio coś ci ciśnienie skacze!

– Co?! – strażnik robił się czerwony na twarzy. – Pofatyguj się na patio to ci pokarzę moje ciśnienie, młokosie!

Jasne , stary, jak tylko podciągnę spodnie.

Mężczyzna warknął w odpowiedzi i ze złością wcisnął jakiś przycisk na urządzeniu.

– Ja ci dam, gówniarzu! Mnie ciśnienie skacze? Jasne, ty ogarniesz te wszystkie komputery, zrobisz ze mnie głupka i pozbawisz mnie roboty, tak?  – wyrzucał z siebie z rosnącą wściekłością równocześnie szarpiąc się z paskiem, za który chciał zahaczyć uchwyt krótkofalówki. Gdy wreszcie mu się to udało, zbliżył się ponownie do pary manekinów. Lusia skuliła się za regałem. Ten pan z pewnością nie miał dobrych zamiarów. Uważnie szukała w oczach Złotowłosej lub Mena jakiegoś śladu życia. Nic. „A więc nie będą się bronić?”. Tymczasem strażnik uważnie przyglądał się postaciom, by po chwili ze zdumieniem zorientować się, że trzymają się one za ręce.

– O, widzę, że Mareczek ma fantazję! – pociągnął za ich dłonie. Te ani drgnęły. – Do jasnej cholery!

Mężczyzna coraz bardziej szarpał się ze złączonymi dłońmi, lecz nic nie pomagało. Manekiny chwiały się tylko nieznacznie wciąż połączone nierozerwalnym węzłem splecionych palców. Raz po raz rzucał jakieś przekleństwo. Lusia naprawdę się bała, zarówno o siebie jak i manekiny. To wszystko jej wina! Po co wymyśliła tą całą wycieczkę między sklepami.

– Mamo! – ciche wołanie wyrwało się z ust przerażonego dziecka.

Strażnik odwrócił się energicznie w kierunku, skąd dobiegał głos. W tym momencie manekiny zachybotały się wyjątkowo mocno, zupełnie jakby miały na to wpływ, i runęły na plecy furiatowi.  Poobijany i kompletnie zaskoczony mężczyzna szamotał się przez chwilę wydostając się spod dwóch figur. Nie zauważył nawet, że ich ręce znów były wolne. Miotał się niczym rozjuszony byk.  Dziewczynka cała drżała to spoglądając na plecy strażnika, garbiące się nad Złotowłosą i Menem, to na wyjście ze sklepu. Co robić? Uciekać? Zostać?

– Ja wam wszystkim pokarzę! Cholerne manekiny! – noga mężczyzny uniosła się ku górze gotowa spaść ciężkim kopniakiem na dwie postacie leżące bezbronnie na zimnej posadzce. Lusia zakryła sobie usta dłońmi.

– Co ty robisz, idioto?! – dźwięk obcego dla niej głosu zatrzymał w powietrzu odzianą w ciężki but nogę. – Oszalałeś?! – młody mężczyzna w takim samym uniformie podbiegł do atakującego i odciągnął go od manekinów szarpiąc za koszulę.

Lusia w panice szukała spojrzenia Złotowłosej. Potrzebowała jakiegoś potwierdzenia, że nic jej nie jest. Zwrócona twarzą w jej kierunku kobieta wciąż wydawała się zastygła bez życia, jednak ledwo zauważalne światełko w jej oczach na chwilę zatliło się specjalnie dla dziewczynki. Nie było w nich strachu. „Biegnij!”- Lusia była pewna, że widziała nieznaczny ruch sztucznych ust. Rzut oka na strażników upewnił ją, że są zbyt zajęci targaniem swoich koszul i udowadnianiem, kto ma mniej rozumu, by zauważyć jej małą osobę. Teraz albo nigdy!

Dziewczynka spojrzała jeszcze raz w oczy swojej Złotowłosej. Nieme pożegnanie popłynęło w kierunku manekina. Następnie wysunęła się zza regału i upewniwszy się, że nie skupiła niczyjej uwagi, kucając za kolejnymi regałami dotarła do wyjścia. ”Jeszcze tylko jeden krok”, pomyślała i nabrawszy głęboko powietrza wystrzeliła niczym z procy.

Instynktownie biegła w kierunku księgarni. I właśnie wtedy, gdy już prawie skryła się w jej wnętrzu, czubkiem buta zahaczyła o listwę wyznaczającą próg sklepu. Rozpędzona jak pocisk straciła nagle równowagę. W ułamku sekundy zobaczyła, jak stos encyklopedii ustawionych przy wejściu zbliża się ku niej z impetem. Wyciągnęła przed siebie ręce.

Kroki bosych stóp na podłodze. Nie słychać poza nimi nawet tykania zegara, bo we wszechogarniającej nocnej ciszy domu miarowy dźwięk byłby zbyt uciążliwy. Są tu tylko takie bez wskazówki sekundnika. Nie trzeba zapalać światła, bo droga znana na pamięć. Jasne loki spływają w nieładzie wzdłuż pleców. Skrzypnięcie drzwi, które i tak zawsze są trochę uchylone, tak na wszelki wypadek. Kiedy klęka przy niewielkim łóżku, daje się słyszeć nieprzyjemny dźwięk, trochę jak stąpanie po starych deskach podłogowych. Na szczęście nikogo nie budzi. Delikatny ruch dłoni gładzących w ciemności dziecięce czoło. W jednym geście można zawrzeć tyle troski, ciepła, miłości. Jeszcze chwilka i wróci do siebie.

– Znowu ten sen?- pyta on obracając się ku niej, gdy już wgramoli się na ich łóżko.

– Tak – wzdycha zrezygnowana.

– Za bardzo się wszystkim przejmujesz – mówi całując ją w czoło – i potem masz takie efekty. Wyluzuj kobieto. I zmień wreszcie tę pracę, bo jak tak dalej pójdzie, to zje cię ten stres.

– Tak, tak, a praca w bieliźnianym jest poniżej moich możliwości – deklamuje z pamięci wielokrotnie powtarzane przez niego zdanie- tylko z czego będziemy żyli?

– Jakoś damy radę. O, już wiem – przeciąga się głośno ziewając- spisz wreszcie te swoje sny i daj do jakiegoś wydawnictwa. Toż to przepiękna fikcja literacka!

„Fikcja?”- jeszcze długo będzie myśleć o tym, czy może się z nim zgodzić. W końcu uśnie z nadzieją, że teraz przyśni jej się coś rzeczywiście fikcyjnego. Tak dla odmiany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s