Nie całuję w pierścień

Już od dziecka podejrzewałam, że ksiądz to człowiek. Skoro innych nie całowałam w biżuterię, to biskupa też nie. Nawet będąc dziewczynką z bukietem i rymowanymi życzeniami. Uścisk dłoni jest OK. Radzę zacząć się przyzwyczajać.

Cały katolicki świat, a przynajmniej ta zaangażowana część, z niecierpliwością oczekuje, co też papież Franciszek znów wymyśli. Gdzie przełamie zakurzone obyczaje, skostniałe zasady, niezdrowe układy? Powiedziałam „cały”? No dobrze, oczekują tego ci, którym zależy na zmianach, którzy mają otwarty umysł (tak, to możliwe nawet u wierzących), którzy czując stęchliznę rozglądają się za oknem. Nie w by wyskoczyć, lecz aby przewietrzyć wreszcie ten Kościół i móc swobodnie w nim oddychać. Są u nas miejsca, gdzie jest widno, przestronnie i nie śmierdzi. Ale są też takie zakamarki w Kościele, które nieodparcie kojarzą się z szafą bardzo leciwej staruszki. Ubrania, modne za wczesnego Gierka, o nachalnym zapachu naftaliny i kurz, no bo kto by tu sprzątał, przecież i tak zagląda tu tylko ona, staruszka.

Gdybym przykładała się do nauki włoskiego na studiach, dawno pobiegłabym na pocztę z listem dziękczynnym zaadresowanym do Franciszka. Za przypomnienie, że ksiądz to człowiek, taki sam jak cała reszta świata, a jego powołanie to SŁUŻBA ludowi bożemu. Czym jest ta służba, to już sprawa zbyt rozległa, jak na ten tekst. Może się jeszcze kiedyś skuszę.

Znam wielu fantastycznych księży, którzy jeszcze przed erą Franciszka czuli, wiedzieli?, jak to jest z tym służebnym wymiarem powołania. Pomimo ważnych funkcji nie stawali się ważniakami. Niepokojące, że wśród nich znajduję tylko dwóch lub trzech księży diecezjalnych. Reszta to zakonnicy, choć niewprawne oko pewnie pomyliłoby ich z tymi pierwszymi. Miałam też wątpliwą przyjemność doświadczyć protekcjonalnego traktowania i wywyższania się ponad głupiutkie owieczki Pana. Spotkałam się z księżmi przekonanymi, że ich czysto ludzkie odruchy wobec innych są dla tychże zaszczytem, dostąpieniem łaski, sytuacją na tyle wyjątkową, że zasługującą na opowieść z wypiekami na twarzy.

Przyjęliśmy księdza po kolędzie. Wieś. Proboszcz. Tak, uważam, że wizyta duszpasterska, choć raz w roku, to pożyteczna rzecz, bo ksiądz powinien osobiście spotkać się z każdym z tych, którym potem mówi jak żyć. I tak, parafianin też powinien wiedzieć, jak wygląda jego duszpasterz, bo z bliska czasem aż trudno rozpoznać mu tego, kogo ogląda z daleka przy ambonie. Ofiara w kopercie? Jasne, przecież to mój kościół, trzeba opłacić rachunki, zrobić remont, zadbać o konserwację jego zabytków. Na wszystko potrzeba pieniędzy, tak jak w domu.

A więc ksiądz był. Wysłuchałam opowieści o tym, jak zaskoczył pewne grono przyjacielskim powitaniem z osobą, z którą nigdy nie chciałabym się zamienić na życia. Żebym dobrze zapamiętała, „najważniejsze” fragmenty usłyszałam dwa razy. Po wizycie podałam mu rękę na pożegnanie. Cofając ją i znów wyciągając, bo biedny duszpasterz na początku nie wiedział o co mi chodzi. No cóż, radzę zacząć się przyzwyczajać.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Nie całuję w pierścień

  1. Myślę, że Tobie nie muszę pisać, że zgadam się tezami z tekstu:). Może z przekory, a może z poszukiwania „drugiej strony” dopiszę dwa zdania. Całowanie „w biżuterię” jest przekształceniem całowania w rękę każdego księdza, które pojawiało się parę razy w czasie mszy świętej i np. nieszporów w dawnej liturgii. Zwyczaj całowania księdza w rękę przetrwał w niektórych regionach i społecznościach – nie muszę Ci pisać jakie skrępowanie to we mnie budzi przy takich nieoczekiwanych zachowaniach. Oczywiście widzę pewną analogię do zwyczaju całowania w rękę rodziców – przy wielu okazjach w czasie dnia. Zapewne łatwo zobaczyć także analogię do całowania w rękę kobiet – zwyczaj jeszcze istnieje, ale też zanika. Zwyczaje zmieniają się i będą się zmieniać – to naturalne, jestem za zmianami, zwłaszcza wtedy gdy pewne zachowania nie były podyktowane pragnieniem a „wymuszane” na drugiej czy drugich osobach. Wczoraj bezpośrednio po przeczytaniu Twojego tekstu poszedłem na spacer na Rynek. Chyba więcej jak rok temu niektórzy miejscy rajcy zaproponowali, by zastąpić dorożki meleksami – takie nowoczesne, ekologiczne itd. i być może za 10-20 lat wielu nie płakałoby po dorożkach, ale dobrze wiesz, że nawet jeśli wydają się trochę dziwne w tym nowoczesnym świecie to odmieniają obraz i życie tego miejsca. Dlatego zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się czy „zmiana” jest jedynie zmianą formy – czy wyrzuceniem i znaku, i treści, i wartości z formą związanych? Myślę, że nie całowałem nikogo w biżuterię :), choć do bierzmowania przystępowałem w 5 klasie podstawówki – więc z tych (dwóch) powodów było to bardzo dawno temu :). Może wyjątkiem był Jan Paweł II, ale w czasie spotkań z nim byłem za bardzo przejęty, by teraz o tym pamiętać. 🙂 Pozostaje zachwycany nowoczesnością i starociami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s