PART 5

Lampy znajdujące się wysoko nad półkami rozbłysły agresywnie białym światłem. Wdzierało się ono w już przyzwyczajone do ciemności oczy, przekłuwało jak balon wszystkie nabrzmiałe dźwięki i słowa. Cisza zaskoczyła Lusię znienacka. Powieki mrugały energicznie, by przyzwyczaić się do jasności. Mała powoli wstawała z podłogi podpierając się dłońmi. Przez chwilę kręciło jej się w głowie, ale już była tu. Tu i teraz.

– Dziękuję – powiedziała w przestrzeń pełną książek i lekko oszołomiona poszła w kierunku kontuaru, by zabrać czerwoną chustę mamy, przewieszoną przez krzesełko sprzedawcy.

– Jestem – zawołała po raz pierwszy przekraczając próg ekskluzywnego sklepu. Złotowłosa próbowała przywołać ją do siebie, gdy maszerowała z księgarni, ale Lusia gestem dała jej znać, że za chwilę będzie z powrotem. Tymczasem dwa manekiny patrzyły na nią zaskoczone. – Proszę, to dla pana.

Spojrzał szeroko otwartymi oczami na czerwoną tkaninę zwisającą w wyciągniętej ku niemu ręce.

– A co ja mam z tym zrobić?

– Jak to co? Można się w to ubrać – wyjaśniła wzruszając ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. Elegantka wybuchła śmiechem, lecz żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. Mężczyzna sięgnął po chustę, po czym rozłożył ją w wyciągniętych szeroko ramionach. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie.

– Doceniam twoją pomysłowość ale…

– Tu nie chodzi o to, żeby mnie pan doceniał. Pytanie, czy pan jest odważny – głos należał do dziecka, ale pewność w nim tkwiąca, ku zdumieniu całej trójki, nie miała nic wspólnego z dziecięcą niewinnością.

– Słucham?

– Ma pan ochotę dalej tkwić tutaj i… robić tło dla tamtego manekina? Jeśli tak, to poproszę o chustę. Należy do mojej mamy, a ja muszę ją w końcu znaleźć. Jeżeli jednak jest pan odważny i wreszcie zrobi to, czego pragnie, to niech się pan rozbiera. Proste. Mogę zamknąć oczy – dodała w odpowiedzi na uchylające się w zdumieniu usta mężczyzny.

– Mocne słowa jak na dziecko – w jego głosie dało się słyszeć nie tylko zdziwienie ale i uznanie.

– Co? – dziewczynka potarła dłonią czoło, jakby bolała ją głowa. – Nie wiem, nie znam się na tym.

– Chyba nie zamierzasz tego zrobić? – wtrąciła się dama.

– Rozważam to.

– Nie, to już jest szaleństwo! Przychodzi jakiś dzieciak i namawia cię, żebyś nago spacerował po sklepie, a ty naprawdę bierzesz to pod uwagę? W dodatku, jeśli dobrze zrozumiałam, zamierzasz pojawić się przepasany chustą u tamtej gołej kobiety, żeby sobie z nią pogawędzić?

– W skrócie chyba można tak to ująć. Ale wiesz co, ty masz rację. Przecież Złotowłosa jest naga.

– Prawie naga – poprawiła go Lusia.

– Tak, prawie naga. Dlaczego więc ja miałbym być bardziej ubrany od niej? – rzucił z figlarnym uśmieszkiem, po czym klękając przed Lusią dodał: – W takich okolicznościach chyba możemy być po imieniu? Jestem Men.

– Lusia – przedstawiła się z powagą i uścisnęła wyciągniętą ku sobie dłoń. – To ja się odwrócę.

Za jej plecami słychać było odgłosy zdejmowanej odzieży i pojękiwania bezsilnej elegantki.

– No dobrze, chyba gotowe – usłyszała w końcu niepewny ton jego głosu. Odwróciła się nie bez ciekawości.

–Wygląda pan…, yyy, wyglądasz super! Jak Indianin – zapewniła z przekonaniem.

– Kto taki?

– Nie ważne – machnęła ręką. – Idziemy?

– Idziemy – odpowiedział głęboko nabierając powietrza. – Raz kozie śmierć.

– Albo manekinowi, głupcze – mina eleganckiej kobiety świadczyła tyleż o jej lekceważeniu, co zrezygnowaniu wobec nich i całej sytuacji. Nie miała już na nic wpływu i mogła jedynie sączyć jad ze swojego stanowiska. Jad, na który – jak się okazało – oboje byli już odporni.

Gdyby w tym momencie pojawił się strażnik, z pewnością nie uwierzyłby własnym oczom. Widok dziewczynki rozglądającej się na boki niczym wprawny bohater filmu szpiegowskiego, a później przemykającej przez główne patio i przywierającej do stojącego po środku szerokiego słupa mógł zaskakiwać. Ale podążający za nią nagi mężczyzna, ze zwisającą z bioder krwistoczerwoną chustą, to za dużo jak na zdrowy rozsądek przeciętnego zjadacza chleba. Lusia wychyliła się zza okrąglaka sprawdzając teren. Poza zaskoczonym spojrzeniem Złotowłosej, przyglądającej się wszystkiemu zza szklanej witryny, nie widać było nikogo.

– Czysto. Idziemy – chwyciła go za nadgarstek i pewnym ruchem pociągnęła za sobą.

– Dzień dobry – manekin ukłonił się z szacunkiem – przepraszam, że nachodzę o tak późnej porze. I w takim stroju.

Złotowłosa odwzajemniła jego uśmiech.

– Nic nie szkodzi, przynajmniej nie odstaje pan od asortymentu tego sklepu.

– Proszę mi mówić po imieniu – niemal podbiegł do niej z wyciągniętą ręką – jestem Men.

– Witam. Jestem… Złotowłosa.

Lusia z zaciekawieniem obserwowała tę wymianę uprzejmości, aż do momentu, gdy oba manekiny podały sobie dłonie. Trwały w tym geście, jakby ich ręce miały się zrosnąć. Przyszło jej do głowy, że jeśli teraz nie skorzystają z okazji, żeby sobie pogawędzić, to w końcu pojawi się strażnik i tyle z tego będą mieli. Niewinna myśl zamieniła się szybko w realną obawę. Manekiny nie powinny wzbudzać żadnych podejrzeń, a te tutaj wydają się zapominać, ile zasad złamali w jednej chwili. Przemknęło jej przez głowę, że jeżeli coś się stanie, to będzie wyłącznie jej wina. Niewiele myśląc, dziewczynka zupełnie niezauważana przez towarzyszy wyszła ze sklepu i przyklejona plecami do szyby stanęła na czatach. Wytężyła słuch, by odpowiednio wcześnie wychwycić ewentualne kroki zbliżającego się strażnika i w porę zawiadomić Mena, by wracał do siebie. Starała się przy tym ignorować dobiegającą ze sklepu cichą rozmowę, jaka rozpoczęła się między nietypową parą. Nie dość, że brzydko jest podsłuchiwać, to jeszcze mogłaby przegapić niepokojące dźwięki.

Trzeba myśleć o czymś innym, poinstruowała się w duchu. Może o tym, co niedawno wyszeptano jej w ciemnościach? Dziecięcy umysł próbował ogarnąć wszystkie historie, całe morze uczuć, jakie wlano weń w trakcie krótkiej wizyty w księgarni. Ale czy to w ogóle możliwe? Jak opowiedzieć nie tylko komuś, ale sobie samemu, że są takie tarapaty, w które wpadają dorośli, o jakich dzieciom nie śniło się w najczarniejszych koszmarach? Ale z drugiej strony przecież wszystko szeptało, że nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma takich kłopotów, z których nie byłoby ratunku. Uchwyciła się tego wspomnienia niczym koła ratunkowego. Któż chciałby dorosnąć, gdyby czekały go wyłącznie rozpacz, żal, czy bezsilność?

Pokręciła energicznie małą główką, by wyrzucić z niej te przytłaczające dywagacje. „Pomyślę o tym jutro” – zapewniła bezgłośnie samą siebie i zaraz potem zdziwiła, skąd w ogóle taki pomysł. Przecież wcale, ani teraz ani później, nie chce o tym myśleć. I nie musi, prawda? Na pytanie odpowiedziały jej ciche, miarowe uderzenia o posadzkę. Strażnik! Wyrwana z zamyślenia Lusia wystrzeliła jak z procy i wpadła z impetem do sklepu.

– Strażnik idzie! Musisz wracać do siebie!

Men delikatnie gładzący palce Złotowłosej zamarł, lecz to, co malowało się na twarzy kobiety, miało w sobie znacznie więcej grozy.

– On nie może cię tu zastać! To katastrofa! – wyrwała dłoń z objęcia, by zasłonić nią usta. Przerażone spojrzenie wbiło się w mężczyznę ostrym kolcem.

– Nigdzie nie idę.

– Musisz! – dwa głosy równocześnie ponaglały go z mocą.

– Powiedziałem już. Zostaję. Luśka, schowaj się gdzieś, dziewczyno! – nieznoszący sprzeciwu ton głosu onieśmielił dziecko. Ani ono, ani manekin nie umiały sprzeciwić się takiej stanowczości.

Złotowłosa drżącymi rękami przesunęła nieznacznie regał znajdujący się niedaleko wyjścia. Mała skryła się za nim, lecz nie omieszkała zrobić sobie maleńkiej przestrzeni, by móc śledzić to, co działo się po środku sklepu. Słychać już było zbliżające się kroki. Nie było czasu na wymówki i nalegania. Złotowłosa ustawiła się we właściwej pozie i stężała bez ruchu. Nie zdążyła już zareagować, gdy Men w ostatnim hauście powietrza przed swoim zastygnięciem, mocno chwycił jej dłoń zwisającą sztywno przy lewym boku.

Skulona Lusia słyszała jak odgłos tupnięć na wypolerowanej posadzce narasta, a potem milknie w jednej chwili. „Kości zostały rzucone”. Ściągnęła brwi zdumiona, skąd też bierze podobne myśli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s