Part 4

Lusia z zadowoleniem spojrzała na mężczyznę obdarowując go swoim najserdeczniejszym uśmiechem. Instynktownie potrafiła docenić milowy krok, jaki właśnie dokonał się w życiu tego manekina. Jeszcze raz wyciągnęła palec w kierunku sklepu z bielizną i powiedziała z dumą:

– TAM jest moja Złotowłosa.

Manekin podążył spojrzeniem we wskazanym kierunku. Dziewczynka nie miała okazji dostrzec emocji malujących się na jego twarzy. Przyglądała się Złotowłosej, która schowana nieco między stojakami, najwyraźniej porządkowała miejsce niedawnej kryjówki Lusi. Jasne dłonie delikatnie obchodziły się z finezyjną garderobą rozwieszoną na drobnych wieszakach. Właściwie nie było tam śladu po obecności dziecka, ale lepiej upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu.

– Jasna cholera!

Mała energicznie odwróciła się w kierunku wystawy.

– Hej, nie wolno mówić takich brzydkich słów przy dziecku! – pouczyła mężczyznę z dziecięcym oburzeniem.

– O rany, przepraszam… Ale wierzyć mi się nie chce, że ja tkwię w tym chol… w tym sklepie – wyraźnie starał się uspokoić, by znów czegoś nie palnąć – a ona stoi tam.

Złotowłosa akurat podniosła wzrok znad wieszaków, by skontrolować, czy Lusia nadal debatuje o czymś ze sztywną elegantką z naprzeciwka. Tymczasem natrafiła na spojrzenie zupełnie innego manekina, którego nigdy wcześniej tam nie widziała. Lusia obserwowała tę scenę zerkając to na mężczyznę, to na kobietę. Wyglądali na bardzo zaskoczonych i przyszło jej do głowy, że pewnie chcieliby ze sobą porozmawiać.

Zastygła w wyniosłej pozie dama przestąpiła z nogi na nogę ze zniecierpliwieniem i odchrząknęła znacząco.

– No, dosyć tego. doprowadź się do ładu i wracaj na swoje miejsce.

– Ani mi się śni – jej dotychczasowy towarzysz wolno wypowiadał słowa nie odrywając oczu od odległej witryny.

– Doprawdy? Aha, rozumiem, to taki męski bunt? No cóż, gratuluję, okazałeś się godny swojej płci – szydziła, a on zdawał się w ogóle nie słyszeć jej słów. – Pozwól jednak, że przypomnę ci o strażniku. Może zjawić się tu w każdej chwili.

Mężczyzna i Lusia równocześnie spojrzeli na eleganckiego manekina, który triumfował karmiąc się ich konsternacją. Panująca na zewnątrz ulewa najwyraźniej wzmogła na sile, skoro zapadłą na chwilę ciszę niemal zagłuszył szum deszczu, uderzającego w przeszklony dach rozpięty nad centralnym patio galerii. Sklepowe światła mrugnęły na ułamek sekundy. Dziewczynka dostrzegła jak gaśnie świeżo rozniecony blask w oczach mężczyzny.

– No to musi się spieszyć – powiedziała rzucając wyzywające spojrzenie triumfatorce.

– Niby do czego? – spytała nic nie rozumiejąc.

– Nie mówi się „do czego” tylko „do kogo”. Do Złotowłosej!

– Na litość boską, a po cóż on miałby tam wędrować?! Poprzymierza sobie bieliznę?

– Niegłupi pomysł – zażartował mężczyzna, któremu chyba znudziła się rozmowa prowadzona na jego temat tak, jakby w ogóle go tam nie było. Lusia roześmiała się na myśl o takich przymiarkach.

– No to chodźmy! – rzuciła ochoczo.

– Niestety, Lusiu, to nie takie proste.

– Dlaczego? Przejdziemy szybko i już.

– Widzisz, towar ze sklepu ma swoje zabezpieczenia. Jeśli ludzie próbują wynieść go bez pozwolenia, uruchamia się alarm. Każdą rzecz trzeba najpierw odbezpieczyć przy kasie, aby móc wyjść z nią na zewnątrz.

– Ale wy nie jesteście rzeczami.

– Nawet jeśli nie my – spojrzał jej w oczy z wdzięcznością – to wszystko, co nas otacza. Zatem i to, w co nas ubrano.

– A więc trzeba to zdjąć – odparła wymownie wskazując na marynarkę leżącą na podłodze.

– Rewelacyjny pomysł! – wybuch śmiechu elegantki świdrował w uszach.

– Nie jestem pewien, czy na pierwszym spotkaniu ze Złotowłosą chciałbym pokazać się właśnie nago.

– No wiesz? Przecież ona już jest naga, będziecie do siebie pasować! – drwiła kobieta krztusząc się śmiechem.

– Nie jest naga, ma majtki i biustonosz.

– Lusiu, WSZYSTKO co mam na sobie jest zabezpieczone. Tak jak cała reszta rzeczy w tym sklepie. Nie ma tu niczego, co mogłoby… mnie zasłonić. Sama rozumiesz, twoją Złotowłosą z pewnością obraziłaby wizyta takiego gołego przybysza.

– Bez przesady, mój drogi. Nie robisz aż tak powalającego wrażenia. Zasłonisz się tu i ówdzie i gotowe – dama bawiła się w najlepsze.

Dziewczynce jednak przyszła do głowy pewna myśl. W sklepie mamy powinna być schowana czerwona chusta. Dlaczego zapomniała o niej szukając ubrania dla Złotowłosej? Nagle przypomniało jej się, co takiego wypłoszyło ją z księgarni. Nie może do niej wrócić, bo tam straszy! Tymczasem mężczyzna przetarł dłońmi twarz i westchnął ze zrezygnowaniem. Zapatrzył się jeszcze na moment w szybę sklepu naprzeciwko i poczłapał ku marynarce. Elegantka obrzuciła go wyniosłym spojrzeniem.

– Chwileczkę! – krzyknęło dziecko zatrzymując go schylonego ku podłodze – A gdyby miał pan coś, czym można się trochę zasłonić… czy to by wystarczyło?

– Lepszy rydz niż nic, prawda? – uśmiechnął się smutno wyprostowawszy plecy. Marynarka leżała na podłodze.

– No dobrze – w jej głosie słychać było trwożliwą nutę – przyniosę coś panu.

– Niby skąd? – kobieta prychnęła z lekceważeniem.

– Z księgarni – odparła Lusia i wolno ruszyła ku miejscu pracy swojej mamy.

Zanim dotarła do otwartych drzwi zdążyło zgasnąć światło. Zatrzymała się wpół ruchu wstrzymując powietrze. „Nie mogę się bać – powtarzała sobie w myślach – zabiorę szybko chustę nim zdążą mnie zauważyć i po kłopocie. A potem poszukam mamy”. Gdy rozbłysły lampy podeszła zdecydowanym krokiem do wejścia. Zajrzała do środka. Z pewnością nikogo tam nie było. Przechodząc pomiędzy regałami pełnymi książek rozglądała się dookoła nie dostrzegając jednakże niczego niepokojącego. Z nagła dobiegł jej uszu potężny grzmot. Ponownie zgasło światło. Ciemność zastała ją po środku sklepu, gdzie zrobiono nieco miejsca dla klientów chcących przejrzeć książki przed zakupem. „Pewnie za chwilę znów się zaświeci” – dodawała sobie otuchy. Chwila jednak niepokojąco wydłużała się. Wsłuchiwała się w swój przyspieszony oddech, by raptem wyłowić uchem także coś poza nim. Dookoła dało się słyszeć szepty, w których trudno było odcedzić pojedyncze słowa. Wzmagały się jednak tak, że mimo ciemności dziewczynce zaczynało już kręcić się w głowie.

– Cisza!– jej odwaga zaskoczyła ją samą. Tymczasem szepty zamilkły, co dodało jej jeszcze większej pewności siebie. Wyglądało na to, że światło wcale nie zamierzało szybko znów się zapalić. Usiadła na podłodze wyłożonej w tym miejscu wykładziną i westchnęła ciężko. – No dobrze, słucham. Tylko po kolei.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s