PART 3

Przed jej oczami  wisiał jasnoróżowy, koronkowy biustonosz. Delikatne ramiona mini-wieszaka utrzymywały go w powietrzu i Lusia pomyślała, że wygląda trochę jak wata cukrowa, którą kiedyś tata kupił jej na spacerze. Nie smakowała jej zupełnie. Z zamyślenia wyrwały ją czyjeś kroki odbijające się cichym echem od sklepowej posadzki. Odczekała jeszcze chwilę w ukryciu, po czym wychynęła nieśmiało spomiędzy wykwintnych dessous. Złotowłosa stała nieruchomo. Ramiączka jej kremowego stanika spływały luźno po równie jasnym, co bielizna ciele. W uszach dziecka znów zabrzmiały lepkie słowa strażnika. A więc to jest ten człowiek, który jej Złotowłosej dał takie głupie imię? Małe pięści zacisnęły się w gniewie. Podeszła do manekina i przytuliła się do jego chłodnych nóg.  Po kilku sekundach poczuła na plechach łagodny dotyk kobiecych dłoni.

– No już, przecież wszystko w porządku – powiedziała Złotowłosa odsuwając ją nieco robiąc sobie miejsce. Kucnęła, by znaleźć się twarzą na wysokości dziecięcych oczu.

Lusia nie była przekonana, czy rzeczywiście wszystko jest tak, jak należy. Mimo pogodnego uśmiechu, w oczach kobiety czaił się jakiś niepokojący smutek. Miała wrażenie, że z tych oczu przeskakiwał na jej własne plecy i zamieniał się w dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Nie chciała się tak czuć.

– Dlaczego nie możesz nosić normalnego ubrania, tak jak wszyscy? – spytała z wyrzutem.

– Lusiu, to sklep z bielizną. Tu nie ma innych ubrań.

– No to weź sobie z innego sklepu.

– Niezły pomysł – uśmiechnęła się nasuwając na właściwe miejsce cienkie ramiączka biustonosza – ale manekiny nie spacerują sobie po okolicy. Naszym zadaniem jest po prostu pięknie wyglądać i milczeć. I nie ruszać się ze swojego stanowiska. To właściwe dla nas miejsce, skoro właśnie tu nas ustawiono.

– Ale gdybyś mogła założyć coś innego?

– OK, gdybym mogła założyć coś innego, to chętnie skorzystałabym z okazji.  Po co jednak zawracać sobie głowę takim gdybaniem. Sklepy nie wymieniają się manekinami.

Lusi rozbłysły oczy. Wpadła na wspaniały pomysł!

– No to niech wymienią się ubraniami! – wykrzyknęła radośnie. – Zaraz wracam, poczekaj tu na mnie!

Wybiegła ze sklepu. Prawdę mówiąc obawiała się, że Złotowłosa będzie chciała ją powstrzymać przed urzeczywistnieniem myśli, którą ona uważała za tyleż genialną, co nieskomplikowaną w realizacji.

– Dzień dobry pani – nieco zziajana dygnęła grzecznie przed eleganckim manekinem w futrze. – To znowu ja, Lusia. No, niech pani nie udaje, że mnie nie widzi.

Elegantka wolno obróciła ku niej oczy wykrzywiając  usta w niejasnym grymasie.

– Jeszcze tu jesteś? Myślałam, że skorzystasz z pomocy strażnika i znajdziesz swoją mamę.

Na chwilę Lusi odebrało mowę. Rzeczywiście, przecież miała szukać mamy. I ten strażnik… Nie, nie chce jego pomocy. Sama sobie poradzi, gdy tylko ubierze swoją Złotowłosą.

– Tak tak, zaraz mnie tu nie będzie – zapewniła – ale zanim sobie pójdę, to chciałam panią o coś poprosić. Czy mogłaby pani… pożyczyć mi jakieś ubranie?

– Co takiego?!

– Cokolwiek. O, chociażby jakaś sukienka. Może nie być specjalnie ładna.

– Dziecko, czy ty się aby dobrze czujesz?

– Oj, pani myśli, że to dla mnie? Oczywiście, że nie. To dla Złotowłosej!

– Kogo?! – dwa głosy, męski i żeński, pytały całkowicie zaskoczone. Dama patrzyła na nią wytrzeszczonymi ze zdumienia oczami, a manekin w garniturze wychylał się zaciekawiony ze swojego stanowiska.

– Dla Złotowłosej, tamtej pani ze sklepu naprzeciwko – wyjaśniła wskazując palcem za siebie.

– Ty chyba oszalałaś – wolno wypowiadane słowa nasuwały myśl, że gdyby manekiny mogły poblednąć, dostojna kobieta byłaby biała jak ściana.

– A dlaczego organizujesz tam komuś ubranie? – zaintrygowany mężczyzna niemal chwiał się na swoim miejscu ciekaw, co też wskazywał palec dziewczynki.

– Nie komuś, tylko Złotowłosej. Bo ona jest bardzo miła i bardzo piękna. Ale nie ma ubrania i… marznie.

– Manekin bez ubrania? Że też nie mogę tego zobaczyć.

– Nie jest zupełnie bez ubrania. Ale to, co ma, nie nosi się na wierzchu, tylko pod spodem. Pod prawdziwym ubraniem.

– Skończcie tę idiotyczną rozmowę. Ty – cedziła przez zaciśnięte zęby dama piorunując męskiego manekina wzrokiem – stój tam, gdzie stoisz. I ani mi się waż spacerować po sklepie. A ty, moja droga, pogódź się z faktem, że niektóre manekiny są po to, aby być GOŁE.

Lusia wpatrywała się w nią zaskoczona. Zdawało się, że mężczyzna także.

– Zrozum, – ciągnęła kobieta nieco łagodniejszym tonem – że taki jest po prostu porządek rzeczy. Niektóre manekiny stworzono po to, by prezentowały się pięknie, dostojnie, żeby były… no cóż, doskonałe. Inne natomiast służą do czego innego. Mają być gołe i już. Nie ja to wymyśliłam – wzruszyła ramionami z lekceważeniem, a w kąciku jej ust można było dostrzec ślad triumfu.

– A ja akurat bardzo chętnie zdjąłbym z siebie ten futerał i postał trochę nago. Albo nawet pospacerował – mężczyzna mrugnął porozumiewawczo do Lusi, po czym rzucił wyzywające spojrzenie perorującej z przekonaniem elegantce.

– Nie bądź śmieszny i przestań upokarzać siebie i mnie. Owszem, niestety twoje ewentualne ekscesy dotyczą także mojej osoby, – odpowiadała na jego pytające spojrzenie – bo jesteś tu po to, żebym dobrze się prezentowała.

– Słucham? – Lusia po raz pierwszy usłyszała w męskim głosie złowrogi pomruk gniewu.

– Manekin tej klasy, co ja, powinien mieć odpowiedni – przez moment szukała właściwego słowa – akompaniament.

Zapadła dzwoniąca w uszach cisza. Elegantka poprawiała puszyste mankiety futra nie patrząc nawet w kierunku mężczyzny. Lusia zerknęła na niego. Stał nieruchomo, lecz coś dziwnego działo się z jego twarzą. Wpatrzyła się w nią wytężając wzrok. Wyglądała tak, jak gdyby powoli rozmrażała się. Brwi niemal z wysiłkiem ciągnęły wolno ku sobie, czoło marszczyło się, a żuchwa zaciskała wyostrzając męskie rysy. Mężczyzna nabrał głęboko powietrza i zdawało się, że razem z nim wypełnia się życiem. Ręce drgnęły niezdarnie, lecz po chwili już zupełnie pewne siebie rozluźniały krawat i rozpinały marynarkę. Zdjąwszy ją rozejrzał się za miejscem, gdzie mógłby ją odłożyć.

– A co mi tam – uśmiechnął się i nonszalancko upuścił ubranie na podłogę. Dama odwróciła się  ku niemu i zaskoczona zastygła z uchylonymi ustami. Zachęcony wrażeniem, jakie na niej wywarł, zszedł z podestu, przeszedł do miejsca, gdzie za szybą stała mała dziewczynka i zapytał rozluźniony:

– To gdzie stoi ta twoja Złotowłosa?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s