PART 2

Elegancki manekin stojący na wystawie rozluźniał się powoli. Dziewczynka patrzyła na niego z jedną brwią nieznacznie uniesioną ku górze, jakby pytała: „no ile to jeszcze potrwa?”.

– A więc słucham  – powiedziała kobieta wygładzając na sukience niewidoczne zagniecenia.

– Nie… rozumiem…

– Słucham – niecierpliwiła się  – z pewnością chcesz zadać mi jakieś pytanie. Dlaczego możesz ze mną rozmawiać? Nie mam pojęcia, nigdy wcześniej podobna sytuacja nie miała miejsca.

­ – Nie chciałam o to zapytać ­ – dziecko przecząco pokręciło głową zdziwione, że miałoby się tym interesować. ­­ – Szukam mamy, nie widziała jej pani?

­ – Cóż, poza tobą nie widziałam tu dziś wieczorem nikogo.

Ton jej głosu był chłodny a spojrzenie wyniosłe. Małej przyszło do głowy, że ta pani chyba nigdy w życiu się nie uśmiechała.

­­– A może mi pani pomóc? Nie wiem, jak stąd wyjść.

– To niemożliwe, drogie dziecko. Po pierwsze dlatego, że manekiny nie zajmują się dziećmi. W dodatku my stoimy w sklepie, do którego dzieci nawet nie zaglądają. Tu przychodzą wyłącznie wyjątkowi klienci. My – podkreśliła ­ – jesteśmy wyjątkowi. Nie jesteśmy tu dla  dzieci.

Dziewczynka zachodziła w głowę,  jakich „my” miała na myśli. Dopiero po chwili zobaczyła, że w drugiej części wystawy, wychodzącej nie na placyk, lecz na boczny korytarz, stoi jakiś mężczyzna. Widząc tylko fragment jego profilu, nie potrafiła określić czy słyszy ich rozmowę.

­– Po drugie  – ciągnęła elegantka nie zauważywszy rozkojarzenia słuchaczki  – wszystkie drzwi są zablokowane. Na noc uruchamiają się zabezpieczenia, aby nikt niepożądany nie mógł tu wejść. Dziś jednak, chyba z powodu tej burzy, coś się zepsuło. Dlatego niektóre sklepy są pootwierane.

– A pan nie może mi pomóc? – zaryzykowała pytanie zbliżając się do bocznej witryny. Męski manekin wyglądał jakby wybudzał się ze snu, mimo nieustająco otwartych oczu.

– Z przyjemnością pospacerowałbym sobie z tobą po sklepie ­ – dźwięk jego głosu był znacznie łagodniejszy  – ale taki już mój los, że tkwię tutaj.

Wzruszył ramionami i rozłożył ręce w geście bezradności.  Dziewczynka posmutniała do reszty. „Nic dziwnego, że manekiny nie mówią na co dzień ­­ – pomyślała z goryczą  – nie mają do powiedzenia niczego dobrego”.

– Tylko nie płacz mi tutaj ­ – uprzedziła elegantka– powinnaś po prostu poszukać pomocy człowieka, a nie manekina.

­– Przecież sama pani powiedziała, że nikogo tu nie ma.

– Tak, jeszcze ich dziś nie widziałam. To pewnie przez te problemy z drzwiami i światłem.  Ale prędzej czy później pojawi się przynajmniej jeden strażnik. Jego spytaj o mamę.

– A gdzie on jest?

– Nie wiem, przecież nie chodzę po sklepie. Z pewnością jednak zajrzy do tego z bielizną naprzeciwko.

Manekin po raz pierwszy uśmiechnął się. Dziewczynce przeszło przez myśl, że to nie był dobry uśmiech. „Ale może ona nie umie inaczej”, wyjaśniła sobie.

­– Ale ja nie chcę tam iść.

– Nie masz wyjścia, moja droga. Dzieciom nie wolno przebywać samym w  galerii handlowej. Tu nie możesz zostać, bo to elegancki sklep tylko dla dorosłych klientów. Idź tam i poczekaj na strażnika.

Wydawało się, że ta rozmowa zaczyna irytować kobietę. Mała spojrzała na jej chłodne oczy. Ona też nie miała ochoty na takie towarzystwo. Mężczyzna z drugiej witryny w ogóle nie interesował się wymianą zdań, nie można więc było na niego liczyć. Jeszcze jedno krótkie spojrzenie na wyniosłą panią upewniło ją, że tu rzeczywiście nie może zostać. Deliberowała przez chwilę nad samodzielnym poszukiwaniem strażnika w którymś z korytarzy. Wtedy nagle znów zgasły lampy. Na moment wszystko zanurzyło się w ciemności. Wystraszone dziecko zamarło w bezruchu. „Przynajmniej wiem, gdzie jestem” – pocieszała się na myśl o długich hallach wypełnionych mrokiem. Po kilkunastu sekundach żarówki zamrugały nerwowo, by rozbłysnąć jasnym światłem jakby nigdy nic. Elegancki manekin wymownie patrzył w sufit zniechęcając do dalszej rozmowy.

– Już pani nie przeszkadzam. Do widzenia.

Nieznaczne skinienie głowy musiało jej wystarczyć za odpowiedź.

Dziewczynka odwróciła się i przeszła powoli przez półokrągły korytarz. Natrafiwszy na stojącą po środku szeroką kolumnę schowała się za nią. Następnie wychyliła się nieznacznie, by podejrzeć z ukrycia sklep z gołymi manekinami. Niemal od razu napotkała na spojrzenie tamtej kobiety. Stała po środku sklepu, a zauważywszy dziecko kucnęła i zapraszająco machnęła na nią dłonią. Wydawała się znacznie bardziej przyjazna niż wcześniej. Uśmiechała się łagodnie. To przeważyło szalę. Spragnione ludzkiego ciepła dziecko szybko znalazło się w wejściu do sklepu z bielizną.

– Przepraszam, że cię przestraszyłam – powiedziała nie podnosząc się –  mam chyba nieodpowiednie dla dzieci poczucie humoru.

Wyglądało na to, że kobieta naprawdę żałowała.

– W porządku, nie gniewam się – dziewczynka dobrze pamiętała, jak takie sprawy załatwiają w domu, jeżeli ktoś rzeczywiście żałuje swojej winy.

– No dobrze, skoro już wszystko w porządku, to powiedz mi jak masz na imię.

– Jestem Lusia. A ty?

– Hmn… nie wiem, czy manekiny mają jakieś imiona – zastanawiała się głośno szczerze zafrapowana pytaniem. Podniosła się.

– Każdy ma jakieś imię! No przecież nawet na psy i koty jakoś się woła, żeby podeszły.

– Cóż, w takim razie mam na imię Naguska.

– Co takiego? Nie można mieć takiego imienia! – ściągnięte brwi i zmarszczony nosek świadczyły o dziecięcym niezadowoleniu.

– Tak mnie nazywa jedyna osoba, która cokolwiek do mnie mówi. Poza tobą. Zapewne więc tak mam na imię. Naguska.

­­– Nie podoba mi się. Przecież jak się ubierzesz, to już nie będziesz Naguska, a imię musi pasować cały czas. Musisz się nazywać inaczej.

– Nie sądzę, żebym miała kiedykolwiek się ubrać. Ale w porządku, wymyśl mi inne imię.

Lusi z podekscytowania aż zalśniły oczy. Nadanie imienia dorosłej osobie było czymś zupełnie wyjątkowym! Pomyślała, że musi się postarać i wymyślić coś naprawdę pięknego dla takiej pięknej pani. I nagle coś sobie przypomniała.

– Już wiem! Wyglądasz zupełnie jak w mojej ulubionej książeczce – Złotowłosa!

– Rozumiem, że to tytuł?

– Tytuł i imię! Złotowłosa jest śliczna i ma długie złote włosy. Tak jak ty. Proszę bądź Złotowłosą – błagalne spojrzenie mogłoby zmiękczyć każde serce. Nawet to plastikowe.

– Ok. Co prawda nie wydaje mi się, żeby ktoś taki jak ja mógł nosić takie piękne imię, ale dla ciebie mogę być nawet Złotowłosą.

Mała buzia pojaśniała zadowoleniem. Nie dość, że wymyśliła najfajniejsze na świecie imię, to jeszcze ta pani będzie się tak nazywać specjalnie dla niej!

Nagle kobieta zamarła na chwilę nadstawiając uszu.

– Ciiii! – położyła sobie palec na ustach a Lusia wstrzymała oddech. – Schowaj się, prędko! I choćby nie wiem co, nie wychodź mi stąd!

Mała nic nie rozumiała, ale Złotowłosa gestem nieznoszącym sprzeciwu wcisnęła ją głęboko za jeden z regałów. Widziała jeszcze jak manekin ustawia się na środku sklepu i nieruchomieje. Dlaczego tak się wystraszyła? Nieznaczna przestrzeń między wieszakami pozwała widzieć tylko mały fragment sklepu. Wtedy zauważyła wchodzącego do środka człowieka. Przecież to na niego miała tu czekać! Już zamierzała wyjść z ukrycia i poprosić o pomoc ale przypomniała sobie ton kobiety. Coś było nie tak. Może chwilę zaczeka, by upewnić się, czy należy wyjść?

Niewiele było widać, ale strażnik z pewnością zbliżał się do jej Złotowłosej. Wyciągnął rękę i podszedł naprawdę blisko. Kobieca twarz wyglądała na zimną jak lód. Przeszło jej przez myśl, że może chce poprawić na niej to prawie nieistniejące ubranie. Zdawało jej się, że coś mówi do manekina. Czyżby wiedział, że one żyją? Nadstawiła uszu.

– Dobry wieczór, moja mała nagusko …

Dziecko zadrżało i odruchowo wcisnęło się głębiej między wieszaki.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s