PART 1

– Mama? Mamo, gdzie jesteś? – pytanie wypowiedziane dziecięcym głosem odbiło się od ścian pomieszczenia. Dziewczynka podniosła się z zimnej podłogi i stanęła chwiejąc się nieco. Otaczające ją kształty wydawały się rozmyte, przetarła więc oczy drobnymi palcami. Po chwili już zupełnie wyraźnie zobaczyła wokół siebie półki pełne książek. Nigdzie jednak nie było widać jej mamy. Albo w ogóle kogokolwiek.

– Maamoo! – zawołała, a łzy same napłynęły do jej oczu. Wykrzywione w podkówkę usta meldowały gotowość do szlochu, podczas gdy jasnowłosa główka kręciła się trwożnie to w lewo, to w prawo. – Gdzie jesteś, mamo?

Przez chwilę dziewczynka rozmyślała, co mogło się stać, jednak nie dawała rady cofnąć się w pamięci dalej, niż do chwili, w której podniosła się z chłodnej podłogi. Rozpoznawała już powoli okolicę. To była księgarnia i to chyba ta sama, w której pracuje jej mama. Nie była całkiem pewna, bo tata nie lubi przychodzić do galerii handlowej, w której mieści się sklep. Ale jeśli za ladą znajdzie się czerwona chusta przerzucona przez krzesło, to z pewnością dobrze zidentyfikowała miejsce.

„Czy mama mnie zostawiła?” – pytanie jak ostrze przeszyło na chwilę myśli i powstrzymało w pół kroku idące ku kontuarowi dziecko. Nie, to niemożliwe. Owszem, kiedyś, gdy bardzo płakała, chcąc nową książkę właśnie z tego sklepu, jedna pani powiedziała, że jak będzie taka niegrzeczna, to mamusia sobie pójdzie i ja zostawi. Ale przecież mama powiedziała wtedy, że to nieprawda. Może jednak zrobiła coś wyjątkowo złego? Tak złego, że nawet tego nie pamięta i mama rzeczywiście sobie poszła. Głośno pociągnęła nosem. W takim razie musi ją znaleźć i przeprosić.

W tej samej chwili usłyszała głośny łoskot, jakby gdzieś wysoko toczyła się ogromna beczka. Burza? Nagle zgasło światło. Ze strachu odruchowo kucnęła niemal przywierając do podłogi. Do jej uszu zaczęły dobiegać dziwne szepty. Zdawało się, że otaczają ją z każdej strony.

– Cicho… cicho…

– Sza… burza zła już cię ma…

– Kto tu jest? Mama? ­– spytała zatrwożona Mała.

– Mogę być mamą… mogę być tatą… kim mam dla ciebie być?

Dziewczynka trzęsła się ze strachu, łzy piekły pod zaciśniętymi powiekami. Tymczasem pomieszczenie ponownie rozbłysło światłami, a głosy ucichły. Czym prędzej podniosła się i wybiegła przez otwarte szklane drzwi. Przebiegłszy w poprzek szeroki korytarz przywarła do okrągłej ściany stojącej naprzeciw. Nie chciała nawet patrzeć w tamtym kierunku, więc znów zacisnęła małe powieki. Szum spływający ze szklanego dachu galerii zagłuszyłby jakikolwiek szept dobiegający z księgarni. Wyglądało na to, że na zewnątrz okropnie lało. „Nic nie słyszę, nic nie słyszę, nic nie słyszę”- powtarzała niczym zaklęcie, które w końcu zadziałało. Dopiero wtedy otworzyła oczy. Nie odrywając pleców od ściany rozejrzała się dookoła. Naprzeciwko sklep mamy, wyglądający teraz zupełnie niewinnie. Po obu jej stronach biegły korytarze, jeden w prawo, drugi w lewo. Wszędzie zionęło pustką. Długie lampy zwisające z góry rzucały jasne światło odbijające się w wypolerowanej tafli podłogi. Dziewczynka chciała jeszcze raz zawołać mamę, ale głos jakoś nie chciał wydobyć się z jej gardła. W którą stronę ma iść? Zawsze trzymała się blisko rodziców, a tłum ludzi przechodzących od sklepu do sklepu pozwalał jedynie na uważne przyjrzenie się ich butom. Jak wybrać drogę? Nagle przypomniało jej się, jak jej starszy brat rozwiązuje podobne problemy. Potrzebna jest wyliczanka! Tylko jaka? Zaraz, zaraz, to chyba było tak:

– Bek- sa la-la po-je-cha-ła do szpi-ta-la. A w szpi-ta-lu po-wie-dzie-li: ta-kiej bek-sy nie wi-dzie-li!

Drobny paluszek poruszający się rytmicznie zamarł bez ruchu wskazując kierunek podyktowany przez los.

„Nie będę beksą i po prostu znajdę mamę” – pomyślała zaciskając dłonie w pięści. Powoli  ruszyła z miejsca, stopa za stopą, przesuwając się ostrożnie wzdłuż okrągłej ściany znajdującej się chyba po środku jakiegoś sklepowego placyku. Dając kilka kroków do przodu zauważyła kątem oka jakiś ruch w szerokiej, przeszklonej witrynie, znajdującej się na prawo od wylosowanego hallu. Podbiegłszy do szyby zobaczyła kilka damskich sylwetek siedzących na podeście wystawy, tyłem do niej. Szybko ogarnęła je badawczym spojrzeniem.  Z pewnością nie było tam mamy. W dodatku te panie były jakoś dziwnie ubrane. A może raczej rozebrane?

– Dzień dobry – ukłoniła się grzecznie choć niepewnie, bo przecież panie mogły jej nie usłyszeć przez tę szybę. Jednak usłyszały, bo poderwały się gwałtownie z wystraszonymi minami, wskoczyły na podest i zamarły bez ruchu. Bez absolutnie najmniejszego ruchu. Kto to widział, żeby po sklepie chodzić w piżamie? Albo w samym szlafroku? Zdziwiona dziewczynka przyglądała się postaciom, których twarze zesztywniały i wydawało się, że w pustych oczach nie ma ani krztyny życia.

– Niemożliwe… – szepnęła cicho na myśl, że one wyglądają przecież zupełnie jak lalki. Wtem zorientowała się, że jedna para oczu uważnie jej się przygląda.

– No dobra, to i tak nie jest moje miejsce – powiedziała nagle szczupła blondynka ubrana tylko w majtki i biustonosz. Zeszła nieco sztywno z podestu. Zająwszy miejsce pośrodku sklepowego korytarza przywołała gestem dziewczynkę. – Co ty tu robisz, mała?

– Szu-szukam mamy – odpowiedziała niepewnie przekraczając próg.

– Kto cię tu wpuścił o tej porze? I to w taką pogodę! – kobieta pytała, jakby w ogóle nie robiło jej różnicy, że nie ma na sobie ubrania. Dłonie wsparła na biodrach wypychając do przodu piersi, a uniesiony do góry podbródek nadawał jej sylwetce hardości.

Dziewczynka przyglądała się jej szeroko otwartymi oczami nie znajdując żadnej odpowiedzi. W końcu wypowiedziała na głos dręczącą ją myśl:

– Pani jest goła…

– No fakt – blondynka wykrzywiła usta w kpiącym grymasie – ale jak widzisz, wszystkie futra są już zajęte! – odparowała śmiejąc się i wskazując dłonią wnętrze, w którym na wieszakach wisiały jedynie podobne majtki i biustonosze jak te, które miała na sobie. Jej lekceważący dziecięce zdumienie śmiech przestraszył Małą.

– Przepraszam, ja już sobie pójdę – dziewczynka ukłoniła się i wybiegła ze sklepu.

Z bijącym jak bęben sercem przebiegła przez korytarz i schowała się znów za okrągłą ścianą. Cichutkie „ja chcę do mamy!” kotłowało się w głowie. Chyba nie mogła zrobić nic aż tak złego, żeby zasłużyć na najsurowszą na świecie karę, prawda?

Bojąc się ponownego spotkania z tamtą dziwną kobietą postanowiła poszukać mamy w korytarzu po lewo. Minęła nieszczęsną księgarnię. Sąsiadował  z nią elegancki sklep odzieżowy, który usytuowany był na początku hallu. Część wystawy wychodziła jednak jeszcze na okrągły placyk i tam właśnie stał manekin, który zwrócił uwagę dziewczynki. Dostojna pani w pięknej sukience i miękkim futrze. Mała drgnęła na wspomnienie tamtego śmiechu pełnego kpiny. Przyglądała się chwilę eleganckiemu manekinowi. Dama była zupełnie inna niż tamta goła kobieta. Nie uśmiechała się. Ale zaraz, czy jej się zdawało? Nie,   to na pewno było drgnięcie powieki.

– Za późno, już widziałam – dziewczynka westchnęła wywracając oczami. „Co to za dziwne manekiny! Gdy tylko mnie zobaczą, od razu udają, że nie mogą się ruszać”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s