Brzuchem jestem

Nie pamiętam już, czy było to w gazecie czy może w telewizji. Wciąż żywe jest jednak we mnie wrażenie, jakie wywarła na mnie tamta starsza pani. Pokazywała swój nagi brzuch. Pomarszczona, pełna rozstępów skóra nosiła ślady minionych dawno ciąż.  Pamiętam, że była mowa o narodzinach dwóch chłopców. Kobieta opowiadała, jak niegdyś nie mogła nawet patrzeć na tę część ciała, którą teraz z taką czułością obejmowała dłońmi. Tymczasem kilka lat wcześniej zmarł jej syn. Od tego czasu ta rozciągnięta skóra nabrała dla niej nowego znaczenia. To było jej puste gniazdo. I wtedy to zobaczyłam – jej brzuch, rzeczywiście!, dosłownie wyglądał jak gniazdo. Miękkie i przytulne. A znając już sekret odczuwanej tam pustki  poczułam, jak dotykam sacrum, w którym kobiece ciało na moich oczach przeistacza się w symbol.

Do tych wspomnień skłoniła mnie  galeria zdjęć, jakie znalazłam w Internecie. Piękne kobiety tulące do siebie dzieci. Radość, spokój, czułość, delikatność. A gdzieś pomiędzy tym błogostanem brzuchy, które dały temu początek. I najpierw niewesoła myśl „ojej…”. Mimo całej wcześniejszej refleksji, całego osobistego doświadczenia pomyślałam przez ułamek sekundy, że to przecież takie… nieestetyczne. Na szczęście szybko oprzytomniałam.

Ciało, w którym budzi się kobieta po przebytej ciąży nie ma już w sobie tamtej jędrności z poprzedniej ery życia. Nie jest też napiętym balonikiem, na który patrzy się z rozczuleniem. Duży wysiłek woli czeka tę, która zechce mimo wszystko spojrzeć na swój brzuch właśnie z takim ciepłem, akceptacją, miłością…Nawet jeśli onegdaj nie było się właścicielką modelowej sylwetki, to jednak teraz tak strasznie ciężko jest w tym ciele pełnym smużek rozstępów i zwisających nadmiarów.

Pozdrawiam szczerze i bez niezdrowej zazdrości wszystkie te kobiety, których ten tekst nie dotyczy. Owszem, istnieją wyspy szczęścia pełne smukłych ciał, które po przebytych ciążach wracają do stanu prawie idealnego z tym „sprzed”. Ja jednak mieszkam na stałym lądzie, zaludnionym po brzegi przez brzuchy dziwacznie podzielone w pionie poniżej pępka. Mają one tę magiczną zdolność, że wylewając się od góry, zasłaniają sobą gumkę od majtek. Można spróbować upchnąć je pod bielizną, ale wówczas dzielą się poprzecznie na pół, przypominając widok podstarzałych mężczyzn, którzy zbyt wysoko noszą spodnie.

jednak to jest moje gniazdo. Gdyby nie ten brzuch, nie byłoby moich dzieci. Nie byłoby rodziny. Mój brzuch stał się bramą, przez którą przyszyło na świat nowe Życie. I to dwukrotnie. Trudno wyobrazić sobie bramę życia jako niewielką furtkę na drewniany skobelek. To raczej wrota, które przetrwać muszą każdą zawieruchę, by chronić to, co się za nimi kryje.

Nie, to nie znaczy, że od dziś będę nosić mój brzuch dumnie wypięty, niczym umundurowaną pierś z przypiętym do niej orderem za odwagę. Ale postaram się go szanować, bo tam moim dzieciom było najlepiej na świecie. Bo tam jest nasz początek. Bo brzuch właśnie taki musiał i musi być, by spełnić swoją rolę. Bo nawet gdy jesteśmy dorośli, to w chwilach rozpaczy zwijamy się odruchowo w pozycję embrionalną, podświadomie wracając do bezpiecznego miejsca. Ciepłego i miękkiego Gniazda.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Brzuchem jestem

  1. Aga, fajnie to wszytko ujęłaś w słowa 🙂 I dzięki za wklejenie linka do zdjęć, są naprawdę niesamowite – tak jak napisałaś.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s