Bajka o dwóch piratach

Dawno temu, kiedy na morzach i oceanach roiło się od przeróżnej maści żaglowców, dwóch piratów- Baltazar i  Tęgowuj- trafiło w tym samym momencie na wrak zagranicznego statku, który utknął na mieliźnie.  Jeden podpłynął doń z prawej, drugi z lewej burty i obaj kapitanowie jednocześnie weszli na pokład opuszczonego galeonu. Nie chcąc, by któryś wyniósł więcej bogactwa niż drugi, szli noga w nogę i wspólnie przeszukiwali wszystkie zakamarki. W końcu dotarli do kajuty kapitańskiej i wśród sterty porzuconych w pośpiechu map i żeglarskich przyrządów, znaleźli dwie skrzynie. Los im sprzyjał, nie trzeba było toczyć walki, bo jak się okazało po ich otwarciu, zawierały one mniej więcej tę samą ilość złota. Baltazar zabrał na swój statek jedną szkatułę, a  Tęgowuj drugą i odpłynęli w dwóch przeciwnych kierunkach.

Tęgowuj nie przyznał się swojej załodze, ile złota zawierała skrzynia. Postanowił ukryć ją na jakiejś bezludnej wyspie, aby posłużyła mu w innym czasie. Gdy dopłynęli do pewnego niezamieszkałego lądu, kapitan odesłał załogę na poszukiwania wody pitnej, a sam ruszył w zarośla. Gdy znalazł wreszcie dogodne miejsce, wykopał dół i włożywszy do niego skrzynię, zasypał go dokładnie. Następnie skrzętnie oznaczył jej położenie na przyrządzonej przez siebie mapie, tę zaś ukrył za pazuchą i powrócił jakby nigdy nic na pokład statku.

Niestety, jego żaglowiec miał już swoje lata, a tego roku ocean często nawiedzały groźne sztormy. Piraci wciąż musieli łatać jakąś dziurę w poszarpanym żaglu lub też zabijać deskami nadgryziony falami kadłub. Warunki ich życia z miesiąca na miesiąc pogarszały się, a kapitan nie chciał słyszeć o kosztownych naprawach czy remoncie. W końcu, gdy z niemałym trudem dopłynęli do jednego z portów, cała załoga opuściła skąpego Tęgowuja i poszukała sobie zatrudnienia na innych statkach.

Tymczasem statek Baltazara również wymagał solidnych napraw. Kapitan oddał go w ręce niezłego fachowca i po miesiącu jego łajba odzyskała dawny blask. Dumny pirat orzekł, że nie przystoi pływać na tak pięknym żaglowcu w łachmanach, jakie zwisały na niejednym członku jego załogi. Wyjął garść monet z już i tak z do połowy pustej skrzyni i kupił nowe ubrania dla swoich kamratów. Nikt od dawna w taki sposób nie zatroszczył się o nich, więc z dumą i wdzięcznością obnosili się po całym porcie. Zobaczyła to grupa bogatych handlarzy poszukujących przewoźnika dla swoich towarów. Zaintrygowani udali się obejrzeć statek takiej załogi, a urzeczeni jego odświeżonym stanem, zaproponowali kapitanowi sowitą zapłatę za przewiezienie ich ładunku do odległego kraju. Ten, nie mając nic do stracenia, zgodził się. Skrzynia odzyskała nieco swego złotego ciężaru.

Gdy Baltazar dopłynął do celu, poproszono go o przewiezienie do innego portu starej rodziny szlacheckiej. Wobec proponowanej zapłaty nie pozostało nic innego, jak zgodzić się. I tak, od zlecenia do zlecenia, skrzynia kapitana znów wypełniła się po brzegi a nawet cięższa była niż w chwili, gdy zabierał ją z wraku jej właściciela.

Pewnego razu, gdy przechadzał się pomostem, spostrzegł znaną sylwetkę, choć wyraźnie przygarbioną troskami.

– To ty, Tęgowuju?- zapytał z niedowierzaniem.

– O, witaj Baltazarze…

– Co się stało, Tegowuju, gdzie twój żaglowiec i załoga?

– Ech, szkoda słów! Nie ma już mojej załogi a łajba jest w takim stanie, że choćbym mógł sam ruszyć nią w morze i tak daleko bym nie popłynął. Za to widzę, że dla ciebie wiały same pomyślne wiatry.

– Cóż, trzeba przyznać, że odkąd zabrałem szkatułę z tamtego wraku, los mi sprzyja. Ale czy nie miałeś w swojej skrzyni tyle samo złota co ja? Jak wydałeś tamte bogactwa?

– Nie wydałem! Ot, mogę już powiedzieć, jaka jest prawda, bo i tak nie mam czym popłynąć, by wydobyć swój skarb. Leży w ziemi na jednej z bezludnych wysp i taki z niego pożytek.

Baltazar podrapał się z namysłem po brodzie. Wreszcie zaproponował:

– Mogę na swoim statku zawieźć cię tam, gdzie ukryłeś skrzynię.

Zmęczone oczy Tęgowuja zalśniły nadzieją.

– Ale skoroś taki głupi, że nie wydałeś złota, by poprawić swój byt, oddasz mi jego połowę.

– Ani mi się śni!

– Proszę bardzo! Wobec tego ani ty, ani nikt inny nie będzie miał z niego pożytku.

Tęgowuj zasępił się, by po chwili cicho przystać na propozycję Baltazara.

Po tygodniu żaglowiec roztropnego pirata dopłynął do brzegów nieznanej nikomu wyspy. Tęgowuj wydobył z ziemi nienaruszoną skrzynię i oddał połowę jej zawartości Baltazarowi. Gdy powrócili do portu, spostrzegli, że pod wpływem niedawnej burzy statek skąpego żeglarza rozsypał się do reszty. Za to, co zostało Tęgowujowi można było nabyć jedynie porządny kuter rybacki. Tęgowuj był w biedzie i potrzebował jakiegoś zajęcia, toteż pomimo pirackiego wstydu, stał się rybakiem. Nauczył się cieszyć nową pracą, choć nie była tak pełna przygód i niebezpieczeństw. Tymczasem sława Baltazara Przewoźnika sięgnęła portów całego świata. On i jego załoga zobaczyli najdalsze zakątki egzotycznych krain i nigdy nie zabrakło im zleceń, które wciąż od nowa napełniały starą szkatułę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bajka o dwóch piratach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s